Prezydent Donald Trump dokonał takiej zmiany na fotelu szefa najważniejszego banku centralnego na świecie, aby jego polityka się nie zmieniła.
Jerome Powell będzie pierwszym od prawie 40 lat szefem amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed) bez wykształcenia ekonomicznego, a mimo to powierzenie mu przez Donalda Trumpa najważniejszego stanowiska w światowej gospodarce nie tylko nie wzbudziło kontrowersji, lecz także zostało przyjęte pozytywnie.
Reklama
Wybrał go Trump, a wcześniej Obama

Reklama
64-letni Powell, obecnie jeden z członków Rady Gubernatorów Fedu, był uważany za jednego z faworytów, od kiedy amerykański prezydent zaczął dawać do zrozumienia, że Janet Yellen, której kadencja upływa na początku lutego, nie pozostanie na stanowisku. Trump w czasie kampanii wyborczej krytykował Yellen, pierwszą w historii kobietę kierującą amerykańskim bankiem centralnym, za jej opór wobec deregulacji sektora finansowego, ale później rozważał nawet pozostawienie jej na stanowisku. Nie byłoby to niczym nadzwyczajnym, bo w ostatnich kilku dekadach amerykańscy prezydenci nie wymieniali szefa Fedu po pierwszej kadencji, nawet jeśli był on powołany przez poprzednika z przeciwnej partii. Ostatecznie jednak Trump uznał, iż Fed „jest czymś, na czym chce się zostawić swój ślad”.
– Potrzebujemy w Rezerwie Federalnej silnego, stabilnego i zrównoważonego szefostwa. Nominowałem Jaya, by był następnym przewodniczącym, bo zapewni on dokładnie ten rodzaj przywództwa – mówił Trump w czwartek po południu, przedstawiając Powella.
Aby Powell mógł objąć stanowisko, musi jeszcze zostać zatwierdzony przez Senat, z czym nie powinno być problemów, bo poprą go nie tylko mający większość republikanie, ale zapewne też spora część demokratów zdających sobie sprawę, że ze wszystkich rozważanych przez Trumpa kandydatów ten jest najlepszy i będzie prowadził najbardziej zbliżoną politykę do dotychczasowej. Poza tym do Rady Gubernatorów Fedu został nominowany przez Baracka Obamę.
Centrowy republikanin
Urodzony w Waszyngtonie Powell ukończył nauki polityczne na Uniwersytecie Princeton, a następnie prawo na Uniwersytecie Georgetown. Po kilku latach praktyki prawniczej zmienił branżę, przechodząc do nowojorskiego banku inwestycyjnego Dillon, Read & Co. W 1990 r. wrócił do Waszyngtonu, rozpoczynając pracę w Departamencie Stanu, w którym po dwóch latach został powołany na stanowisko podsekretarza stanu ds. finansów krajowych. Odszedł z administracji po objęciu władzy przez Billa Clintona i wrócił do bankowości inwestycyjnej. W latach 1997–2005 był wspólnikiem w The Carlyle Group – obecnie jednej z największych na świecie firm zajmujących się zarządzaniem majątkiem i inwestycjami. To tam dorobił się majątku, który szacowany jest na od 20 do 54 mln dol. Niezależnie od tego, która z tych liczb jest bardziej zbliżona do prawdy, Powell jest najbogatszym członkiem Rezerwy Federalnej. W 2010 r. rozpoczął pracę w waszyngtońskim think tanku Bipartisan Policy Center, gdzie sporządził raport na temat gospodarczych konsekwencji braku decyzji o podniesieniu limitu długu publicznego. Wtedy zwrócił na niego uwagę Obama, mianując go do Rady Gubernatorów.
Powell jest republikaninem, ale ma poglądy bardziej centrowe. Podczas pięciu lat w Radzie Gubernatorów we wszystkich kluczowych decyzjach – w tym o podniesieniu cztery razy stóp procentowych i zakończeniu programu skupowania aktywów w ramach ilościowego luzowania polityki pieniężnej – głosował zgodnie z większością. Ani razu nie prezentował odrębnego stanowiska w sprawie polityki monetarnej na posiedzeniach Federalnego Komitetu ds. Otwartego Rynku i generalnie jest uważany za człowieka, który woli swoje obiekcje wyrażać w prywatnych rozmowach niż publicznie. Jeśli chodzi o politykę monetarną, jego poglądy są zbliżone do tych prezentowanych przez Yellen, bardziej od niej jest natomiast skłonny przeprowadzić deregulację sektora finansowego.
Ważne, że nie jastrząb
Dla inwestorów na rynkach finansowych nazwisko nowego szefa Fedu było kluczowe z jednego powodu: chcą wiedzieć, jakie są perspektywy polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych. Innymi słowy: jak szybko stopy procentowe mogą iść w górę. Wyznaczenie przez prezydenta insidera – osoby, która uczestniczyła w ostatnich latach w tworzeniu polityki pieniężnej – oznacza, że należy się spodziewać kontynuacji, a nie rewolucji. Oznacza to przede wszystkim utrzymanie dbałości o dobrą koniunkturę na amerykańskiej giełdzie i brak gwałtownych zmian kursu dolara.
Fed z udziałem Powella stara się normalizować politykę pieniężną. Odchodzi od polityki zerowych stóp procentowych. Główna stopa przekracza już 1 proc. Przedstawiciele banku centralnego wielokrotnie deklarowali dalsze podwyżki. Najbliższa jest spodziewana w grudniu. Kilka tygodni temu Fed ogłosił też, w jakim tempie będzie odwracał prowadzony w celu walki z kryzysem dodruk pieniądza.
A istniało ryzyko, że Trump wybierze na szefa Rezerwy Federalnej jastrzębia. Za poważnego kandydata na stanowisko uchodził John Taylor. Za prezydentury poprzedniego republikańskiego prezydenta George’a W. Busha pracował w Departamencie Skarbu, a wśród ekonomistów znany jest z reguły Taylora. W odniesieniu do amerykańskiej gospodarki mówi ona, że jeśli inflacja jest zgodna z celem Fedu, czyli wynosi 2 proc., a gospodarka rozwija się zgodnie z potencjałem, to nominalna stopa banku centralnego powinna wynosić 4 proc. Chęć stosowania się do tej reguły oznaczałaby konieczność znaczących i szybkich podwyżek stóp w USA.
Niewiadome pozostają
Nominacja Powella nie oznacza jednak, że polityka pieniężna w największej światowej gospodarce staje się w pełni przewidywalna.
Po pierwsze prezydent ma do obsadzenia więcej niż jedno wolne miejsce w Radzie Gubernatorów. Po niedawnym odejściu wiceprezesa Stanleya Fischera w siedmioosobowej radzie są trzy wakaty. Niewykluczone, że wkrótce będą cztery – o ile zrezygnuje Janet Yellen. Po czterech latach kończy się jej tylko kadencja prezesa, miejsce w Radzie Gubernatorów ma zagwarantowane do stycznia 2024 r. (kadencja trwa tam 14 lat). Zadeklarowała „płynne przekazanie władzy” Powellowi, ale fakt, że Trump nie przedłużył jej mandatu szefowej Fedu, wielu komentatorom pozwala się domyślać, że Yellen odejdzie z banku.
Na temat nazwisk nowych członków Rady Gubernatorów nie mówiło się dotąd szczególnie dużo, a w ostatecznym rozrachunku mogą oni mieć znaczący wpływ na kierunek polityki pieniężnej w najbliższych latach.
O wysokości stóp procentowych w USA nie decyduje jednak sama Rada Gubernatorów, czyli zarząd banku. Jego członkowie wchodzą w skład 12-osobowego Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC). Pięciu członków tego organu to szefowie lokalnych banków Rezerwy Federalnej (tych banków jest 12, ich szefowie wymieniają się rolą „głosujących”).
Niezależnie od tego, jaki będzie skład FOMC, decyzje powinny zależeć od stanu gospodarki. Ta zaś w III kwartale 2017 r. rosła w rocznym tempie rzędu 3 proc. Wzrost potencjalny jest zaś szacowany na nieco poniżej 2 proc. Stopa bezrobocia spadła w październiku do 4,1 proc. – to najmniej od grudnia 2000 r. Mimo to inflacja pozostaje niska. Jej główna miara wyniosła we wrześniu 2,2 proc.