Użytecznym narzędziem może być przygotowana przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych długoterminowa prognoza dla funduszu emerytalnego. Kto chce, może zwracać uwagę, że na koniec jej horyzontu (rok 2080) fundusz może mieć roczne deficyty rzędu pół biliona złotych. Bardziej dociekliwi zauważą, że w procencie PKB sytuacja wcale nie będzie gorsza niż dziś (inna sprawa, jaka będzie wówczas stopa zastąpienia, czyli wysokość emerytur w relacji do ostatnich zarobków). A niektórzy zwrócą uwagę na to, że prognoza ZUS jest oparta na założeniach Ministerstwa Finansów zawartych w jego najnowszej prognozie demograficznej (z jesieni 2025 r.).

Wpływ demografii na potencjał rozwojowy polskiej gospodarki

„Zgodnie z prognozą demograficzną liczebność całej populacji Polski spada z 37,4 mln w 2025 r. do 31,7 mln w 2060 r. i do 27,2 mln w 2080 r. Oznacza to, że populacja Polski w 2080 r. będzie mniejsza niż obecnie o 10,1 mln, tzn. o 27,1 proc. Prognoza demograficzna zakłada wzrost współczynnika dzietności z 1,11 w 2025 r. do 1,26 w 2080 r.” – tak ZUS referuje dane resortu finansów. Ścieżka prognozy jest zbliżona do projekcji przedstawionej prawie trzy lata temu przez Eurostat. Wprawdzie bazowa prognoza unijnych statystyków przewidywała na 2080 r. 30,6 mln mieszkańców Polski, ale „scenariusz bez uwzględnienia migracji” mówił o liczbie niemal o 3 mln mniejszej.

Projekcja Ministerstwa Finansów dotyczy nie tylko demografii, lecz także jej wpływu na potencjał rozwojowy naszej gospodarki. Tu zaś kierunek może być tylko jeden. Na razie ekonomiści szacują potencjalny wzrost PKB (czyli taki, który powinniśmy mieć przy w pełni zrównoważonej gospodarce) w okolicach 3 proc. Już za 5–6 lat będzie to jednak tylko 2,5 proc., a w 2040 r. raptem 1 proc. To jednak nie koniec: kilka lat później realny wzrost PKB będzie bliżej zera niż jedynki. Wtedy naprawdę staniemy się drugą Japonią. PKB w przeliczeniu na mieszkańca nadal będzie rósł. Co z tego, skoro przy kurczącym się rynku firmom trudno będzie zwiększać sprzedaż. A mniejsze zyski i dochody ludności (tu też może być wzrost na głowę, ale sumie rosnąć będzie trudno) będą oznaczały mniejsze wpływy z podatków.

Byliśmy krajem emigranckim. Teraz bądźmy krajem imigracji

Bez żadnej przesady można powiedzieć, że przez całe wieki to Polska była krajem emigranckim. Powody były różne, nie tylko bieda. Nierzadko zasilaliśmy inne kraje dziesiątkami, setkami tysięcy ludzi w skali roku. Podnosiliśmy potencjał siły roboczej, ale nie przez przypadek mówiło się także o „drenażu mózgów”. W ostatnich latach odpływ został zatrzymany, a dla niektórych nacji Polska stała się głównym miejscem imigracji. Jeśli chcemy myśleć o podtrzymywaniu wzrostu gospodarczego, to status kraju imigracyjnego musimy utrzymywać. ©℗