Wtorkową sesję Dow Jones zakończył zwyżką o 0,4 proc. a S&P500 zyskał 0,6 proc. Ten pierwszy co prawda rekordu sprzed kilku dni nie pobił, ale nie zmienia to istoty rzeczy. Hossa na Wall Street trwa i nie widać przed nią barier i zagrożeń. Na razie, bo z czasem z pewnością się pojawią. To jednak zmartwienie na później. Wciąż nie widać w tej tendencji śladu euforii, która mogłaby zwiastować przesilenie i korektę, już nieco mityczną. Większą dynamiką charakteryzuje się ruch na Nasdaq, ale taka już jego natura. Wtorkowy skok o ponad 1 proc. nie jest niczym nadzwyczajnym. Istotne jest to, że efekty groźnie wyglądającej fali spadków z marca i początku kwietnia, zostały niemal w całości zniwelowane. Wczoraj indeks technologiczny znalazł się niemal idealnie w punkcie poprzedniego szczytu z 5 marca. Dziś więc będzie można z zainteresowaniem obserwować, jak się w tym miejscu zachowają amerykańscy inwestorzy.

Ich europejscy koledzy także nie mają powodów do niepokoju. Choć informacje makroekonomiczne są o wiele mniej zachwycające niż te zza oceanu, to jednak byki mają potężnego sojusznika w postaci Europejskiego Banku Centralnego, zapowiadającego odważne posunięcia w polityce pieniężnej. Tak więc przynajmniej do czasu najbliższego posiedzenia, czyli do 5 czerwca, paliwa do wzrostów nie powinno zabraknąć. Pytaniem, czy wystarczy do na później, inwestorzy będą martwić się później.

Na naszym rynku teoretycznie także niemal wszystko powinno sprzyjać zwyżkom. Co prawda od kilku, a w przypadku średnich spółek, od kilkunastu dni, indeksy idą w górę, a wczorajsza korekta nic tu nie zmienia, jednak skala byczych osiągnięć raczej nikogo nie zadawala. Trudno też raczej liczyć na czerwcowy zryw. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to ruch w bok, z lekką tendencją do wzrostu i rosnącą nerwowością wraz ze zbliżaniem się rozstrzygnięć w kwestii liczby członków deklarujących pozostanie w OFE. Wydaje się bowiem, że to właśnie ten czynnik stanowi główny hamulec, wstrzymujący hossę, nawet jeśli obawy są wyolbrzymione.

Patrząc na wahania kursów sporej części spółek, w tym także tych największych, widać, że jest nerwowo i w każdej chwili może być jeszcze bardziej. Niedawny atak popytu, potwierdzony zwiększonymi obrotami, na razie nie doczekał się kontynuacji. Pojawiła się za to chęć realizacji zysków. Wczoraj najmocniej ujawniła się ona w przypadku Eurocash i Kernela, ale nie oszczędziła również JSW i Tauronu. Jeśli chodzi o indeksy, to zbyt wiele miejsca na spadki nie ma, jeśli byki chcą myśleć poważnie o wyjściu górą z trwającej od kilku tygodni stagnacji. WIG20 znalazł się przy jej górnym ograniczeniu i we wtorek zawrócił. Można tylko mieć nadzieję, że zrobił to w celu nabrania większego rozpędu.

Roman Przasnyski, Open Finance