Wczoraj indeksy w Europie zachowały się wręcz modelowo, odbijając się od dolnych krawędzi luk bessy, które powstały na wykresach kilka tygodni wcześniej. Jedyna różnica między najważniejszymi indeksami rynków rozwiniętych polega na tym, że WIG20 i FTSE odbiły od luk, które pojawiły się 11 kwietnia, a DAX i CAC40 te poziomy mają już za sobą, ale powstrzymują je luki cenowe z 7 kwietnia. Zazwyczaj tego rodzaju formacje działają jako silne, ale krótkoterminowe poziomy oporu (lub wsparcia, w przypadku luki bessy).

Jeśli ktoś nie jest zwolennikiem analizy technicznej, to można też napisać, że indeksy w Europie obniżyły loty w drugiej części sesji, gdy opublikowano rozczarowujące dane z rynku nieruchomości w USA. Dane te zaciążyły również Wall Street, a S&P stracił 0,2 proc. po płaskiej sesji. Indeks nadal ma otwartą drogę do testowania szczytów hossy, wystarczy do tego – jak się zdaje – lekkie ocieplenie nastrojów. Być może pomogą w tym wyniki, które opublikował Apple po zakończeniu notowań – wynik netto (10,2 mld USD) przekroczył oczekiwania analityków (9,1 mld USD), również sprzedaż przebiła ich uśrednione oczekiwania. Do tego Apple podniósł kwotę przeznaczoną na skup akcji do 30 mld USD oraz zdecydował się na ich split w stosunku 1:7. Wszystko to spodobało się inwestorom na tyle, że w handlu posesyjnym notowania koncernu wzrosły o prawie 8 proc.

Na rynkach azjatyckich wyczyny Apple nie zrobiły większego wrażenia. Indeks w Szanghaju tracił 0,3 proc., a w Hong Kongu zyskiwał niecałe 1 proc. na kwadrans przed końcem notowań. Nikkei stracił 1 proc., a Kospi 0,1 proc. mimo danych o wzroście PKB o 0,9 proc. q/q w I kwartale (oczekiwano 0,8 proc.).

Kontrakty wskazują na możliwość zwyżki w Europie. W pierwszej części dnia indeksy mogą ustawiać się np. pod publikację niemieckiego indeksu IFO (nastroje w biznesie; 10:00), pod koniec dnia kontrolę przejmie Wall Street, gdzie inwestorzy mogą przejąć się np. danymi o zamówieniach na dobra trwałe (14:30).

Emil Szweda