Wczorajszą sesję amerykańskie indeksy rozpoczęły na poziomach zbliżonych do zamknięcia z dnia poprzedniego. Jednak później było już tylko gorzej. Indeksy systematycznie traciły na wartości, bez najmniejszej próby skorygowania tej niekorzystnej tendencji. Ostatecznie DJIA stracił 1,62%, S&P500 spadł o 2,09%, a Nasdaq Composite został przeceniony aż o 3,1%. Te dwa ostatnie indeksy zakończyły notowania na najniższych poziomach od 2 miesięcy. Dodatkowo dla rynku technologicznego był to największy jednodniowy spadek od listopada 2011 roku.

Amerykański rynek akcji w dół pociągnęły przede wszystkim spółki biotechnologiczne i internetowe. Swoje pięć gorszy z pewnością dołożyły również, opublikowane w czwartek zaskakująco słabe dane o wynikach chińskiego eksportu i importu w miesiącu marcu. Nie bez znaczenia była też sytuacja techniczna na wykresach poszczególnych indeksów, która wskazywała na podwyższone ryzyko spadków w najbliższym czasie.

W ślad za Wall Street spadła dziś giełda w Tokio. Indeks Nikkei stracił 2,4%, kończąc notowania na najniższym poziomie od 8 października 2013 roku. Ta przecena z pewnością byłaby większa, ale ku zaskoczeniu strona podażowa nie znalazła wsparcia w drożejącym jenie (to dodatkowo wywołałoby strach o wyniki japońskich eksporterów). Małe to jednak pocieszenie, gdyż dzisiejszym spadkiem indeks Nikkei wybił sie dołem z dwumiesięcznej konsolidacji, co na gruncie analizy wykresów zapowiada dalszy ruch na południe.

Śladem giełd w USA i Japonii ruszą też europejskie parkiety. W tym giełda w Warszawie, która wczorajszy dzień zakończyła wzrostem indeksu WIG20 o 0,37%, a WIG o 0,29%. Nie ma jednak pewności, czy spadki na GPW będą głębokie. Analizując sytuację na globalnych rynkach akcji zwraca bowiem uwagę, że w ostatnim czasie giełdy krajów zaliczanych do rynków wschodzących zachowują się dużo lepiej niż największe światowe parkiety. Obserwowaliśmy to wczoraj na przykładzie polskiego indeksu WIG20 i niemieckiego DAX-a. Można to było też zaobserwować dziś na azjatyckich parkietach. Przypadek? Nie sądzę. Jeżeli dodać do tego zaskakujące, bo odbiegające od klasycznego, zachowanie rynku walutowego (zyskują waluty EM, waluty surowcowe, traci amerykański dolar) to można pokusić się o tezę, że globalni inwestorzy zdecydowali się zrealizować część ogromnych zysków wypracowanych na rozwiniętych rynkach i teraz szukają okazji inwestycyjnych na rynkach rozwijających się. To dobrze wróży na przyszłość polskiej giełdzie, złotemu oraz naszym obligacjom.

Marcin Kiepas