Raz jeszcze dało o sobie znać zaliczanie Polski przez światowe kręgi finansowe do szerokiej kategorii rynków wschodzących, z których inwestorzy wycofują się, gdy na którymkolwiek z nich źle się dzieje.

Polska gospodarka i waluta traktowane są jako przypadek graniczny: jeszcze w kategorii rynków wschodzących, ale już blisko dojrzałych gospodarek rynkowych. Taka graniczna sytuacja pociąga za sobą wiele zagrożeń. Trudno bowiem przewidzieć dalszy rozwój wydarzeń na Ukrainie i efekty nie najlepszych wieści, czyli oznak spowolnienia dopływających z Chin, Rosji lub Argentyny czy choćby wzrostu deficytu handlowego napędzanego importem zaopatrzeniowym i inwestycyjnym.

Trzeba uświadomić sobie, że krok naprzód w kierunku dojrzałych gospodarek rynkowych i stabilnego rynku finansowego wymaga wejścia do strefy euro. Pomimo niespełnienia warunków politycznych niezbędnych dla podjęcia takiej decyzji nie warto zawieszać na kołku debaty, bowiem opinia publiczna musi być przygotowana do takich decyzji. Samo podpisanie aktu akcesyjnego bez określenia terminu przyjęcia euro nie jest wystarczającym argumentem. Nadchodzi czas na wznowienie debaty na ten temat. Strefa euro ma już kryzys za sobą; nie wspomina się o jej opuszczeniu przez jakikolwiek kraj, a przeciwnie: w 2011 r. dołączyła Estonia, a na początku tego roku Łotwa i wkrótce zapewne jej śladem pójdzie Litwa.

Argumenty przeciw przyjęciu euro opierają się na doświadczeniach kryzysu 2008 r. i lat następnych. Elastyczne dostosowanie kursu pomogło nam wówczas uniknąć recesji. Warto jednak pamiętać, że Europa wyciągnęła wnioski tak z kryzysu 2008 r., przyjmując Pakt Stabilizacji i Rozwoju przeciwdziałający nieodpowiedzialnej polityce fiskalnej, jak i z kryzysu zadłużenia 2010 r., zmierzając w kierunku unii bankowej i wzmacniając rolę EBC. Ryzyko powtórzenia się tego typu kryzysów w najbliższej przyszłości jest niewielkie. Przeciwnie, strefa euro zapewnia dziś pomoc w przypadku popadnięcia w kłopoty banków w którymś z krajów członkowskich. Jako zagrożenie postrzegana jest także utrata możliwości prowadzenia samodzielnej polityki monetarnej. Może to oznaczać niedostosowanie polityki EBC do potrzeb i specyfiki krajów słabszych, takich jak Polska. Obawy budzą zbyt niskie stopy procentowe, które mogą stać się zaczynem baniek typu greckiego lub hiszpańskiego. Nie trzeba jednak zapominać o możliwości korekty negatywnych skutków polityki monetarnej poprzez politykę fiskalną czy sektorową oraz o wiarygodności polityki monetarnej EBC. Osobnym przedmiotem analiz powinno być określenie granicznego poziomu rozwoju gospodarczego, przy którym wejście do strefy euro staje się dla Polski korzystne, i najbardziej właściwego kursu konwersji. „Uwspólnienie” długów i zobowiązań w ramach wspólnego obszaru walutowego może być także postrzegane jako zagrożenie. W ciągu najbliższych lat ryzyko bankructwa krajów Południa Europy niewątpliwie się zmniejszy, a zatem nasza ekspozycja na to ryzyko będzie malała.

Wśród argumentów przemawiających za przystąpieniem do strefy euro decydujące znaczenie wydaje się mieć uniezależnienie się od skutków krótko- i średnioterminowych inwestycji w polską walutę, a zatem ochrona przed skutkami spekulacji. Wiąże się z tym obniżenie kosztów transakcyjnych i ryzyka kursowego, co powinno przynieść zarówno obniżenie kosztów działalności gospodarczej, jak i poprawę pozycji Polski jako partnera w handlu międzynarodowym oraz miejsca lokowania zagranicznych inwestycji bezpośrednich. Zaowocuje to wzrostem PKB.

Nie ulega wątpliwości, że chęć utrzymania przez Polskę pozycji lidera w Europie Środkowo-Wschodniej najszybciej doganiającego kraje starej UE wymaga jasnego określenia naszej drogi dojścia do strefy euro.

Chęć utrzymania pozycji lidera w regionie wymaga określenia naszej drogi dojścia do strefy euro