W piątek indeksy w Europie nadal rosły, ale już nie tak ochoczo jak dzień wcześniej. Można nawet powiedzieć, że pojawiła się wyraźna blokada nie pozwalająca wyjść indeksom wyżej. W przypadku CAC40 (wzrost o 0,2 proc.) jest nią poziom oporu w okolicach 4300 pkt, który powstrzymuje zwyżki już od niemal miesiąca. DAX także zyskał 0,2 proc. i zatrzymał się na szczycie sprzed 10 dni. FTSE natomiast stracił 0,1 proc. Dynamiczne zwyżki utrzymywał natomiast nasz parkiet, ale też warszawskie indeksy jeszcze nie osiągnęły rekordów hossy. Poza tym, wcześniejsza korekta schłodziła wskaźniki techniczne bardzo skutecznie (RSI spadł do wartości 50), dzięki czemu teraz pojawiło się sporo miejsca na zwyżki bez ryzyka przegrzania rynku.

Problem w tym, że nie można powiedzieć tego samego o S&P, który w piątek zyskał kolejnych 0,4 proc. ignorując słabsze dane o produkcji przemysłowej. Indeks wyznacza kolejne historyczne rekordy, ale cena tego rajdu może być wysoka. Wykupienie rynku widać nie tylko na krótkoterminowych wykresach, ale również na wykresie tygodniowym i miesięcznym. W rzeczy samej miesięczny RSI tak wysoko (75,7) był w maju i czerwcu 2007 roku, a więc na krótko przed zakończeniem hossy. Strach jest przydatnym narzędziem w pewnych sytuacjach, ale też trzeba pamiętać, że sam fakt osiągnięcia przez rynek poziomu wykupienia nie oznacza jeszcze, że już dziś wzrost musi się załamać. Przeciwnie – ruchy indeksów w obszarach wykupienia (ale też i wyprzedania) należą do najmniej przewidywalnych.

W Azji w każdym razie inwestorzy stawiają na dalsze zwyżki. Indeks giełdy Szanghaju wzrósł o 2,9 proc. po tym, jak pojawiły się dalsze informacje w sprawie planowanych reform w Chinach. Z punktu widzenia rynku istotna jest zapowiedź większej kontroli zadłużenia lokalnych samorządów, ale też sugestia złagodzenia programu kontroli narodzin brzmi interesująco w długiej perspektywie. Kospi zyskał dziś 0,3 proc., natomiast Nikkei stracił 0,01 proc. Hang Seng na pół godziny przed końcem notowań zyskiwał 2,7 proc.

Według CNBC.com Europa rozpocznie sesję na niewielkim minusie. Fakt, że indeksy nie są w stanie pokonać szczytów hossy może oczywiście przemawiać za ostrożnością. Z drugiej strony indeksy też przecież nie spadają, co świadczy o odporności rynku. Być może najskuteczniejszym działaniem jest w tych warunkach wyznaczanie niezbyt ciasnych stop-lossów. U nas miejsca na zwyżki nie brakuje, ale wymagałoby to pewnej determinacji od inwestorów, którzy mogą mieć już mniej paliwa po dwóch dniach odbicia w Warszawie.

Emil Szweda