Już w środę widać było w postawie inwestorów symptomy zmian. Po słabym otwarciu straty pojawiały się próby odrobienia strat, choć w Europie po południu znów najczęściej przeważali sprzedający (DAX najniższy poziom osiągnął na koniec sesji, spadając o 0,5 proc. względem wtorkowego zamknięcia, a CAC40 i FTSE straciły po 0,2 proc.). Wyjątkiem była Warszawa, gdzie WIG20 zyskał 0,5 proc. zyskując także w końcówce sesji.

W tym czasie przebieg notowań w USA nie wskazywał jeszcze na żaden przełom, a S&P osiągał najniższy punkt dnia. Dopiero później rozpoczęło się odbicie, które doprowadziło S&P do zamknięcia o 0,1 proc. powyżej poziomu z wtorku. Inwestorzy kompletnie zignorowali protokół z ostatniego posiedzenia FOMC, z którego wynika, że decyzja o ograniczeniu QE3 we wrześniu była bardzo bliska podjęcia. Za to nominacja Janet Yellen na szefa Fed (pierwsza kobieta na czele tej instytucji w jej historii) przypadła inwestorom do gustu, bowiem Yellen jest już teraz wiceprezesem Fed i dała się poznać jako zwolenniczka polityki prowadzonej przez Bena Bernanke, którego kadencja kończy się w styczniu. Trzeba jednak dodać, że nominacja ta nie jest dla rynku niespodzianką, zatem jej faktyczny wpływ na zachowanie rynków nie powinien być znaczący.

Nikkei zyskał dziś rano 1,1 proc., ale nie z powodu nominacji dla nowego szefa Fed, lecz ze względu na wzrost zamówień w przemyśle maszynowym o 5,4 proc. w sierpniu. Analitycy oczekiwali 2,5 proc. wzrostu, a sama dynamika jest najwyższa od czasu upadku Lehman Bros. Kospi stracił 0,1 proc., zaś na pół godziny przed końcem notowań indeksy w Szanghaju i Hong Kongu traciły po 0,8 proc. wiedzione przez branżę finansową.

Europejskie rynki są znacznie mocniej wpatrzone w Wall Street niż azjatyckie, stąd tu reakcja na wydarzenia za Atlantykiem może być mocniej widoczna. Sądzę jednak, że bardziej niż nominacja na szefa Fed inwestorów ucieszy perspektywa spotkania Baracka Obamy i lidera Republikanów w Kongresie, które ma się odbyć dziś w Białym Domu. Spekuluje się, że spotkanie doprowadzi do podniesienia limitu zadłużenia w krótkim terminie, co umożliwi prowadzenie dalszych negocjacji.

Emil Szweda