Wczoraj, po trzech dniach spadków, kurs EUR/USD mocno ruszył do góry, wyraźnie wracając powyżej poziomu 1,35 dolara. Ten powrót ma istotne znaczenie z punktu widzenia kształtowania się sytuacji technicznej na wykresie tej pary. Wykres godzinowy EUR/USD, po tym jak w środę rano odbił się od 2-tygodniowej linii trendu wzrostowego, wybił się górą z kanału spadkowego. To jednoznaczny sygnał zakończenia kilkudniowej spadkowej korekty i powrotu do trendu wzrostowego. Takie zachowanie każe oczekiwać najpierw ataku na maksima z poprzedniego tygodnia (1,3568), a w przyszłości na lutowe maksima (1,3710). Test tego ostatniego poziomu pozostaje scenariuszem bazowym dla eurodolara na najbliższe tygodnie. Jednocześnie w dalszym ciągu szanse na trwałe pokonanie 1,3710 wydają się być minimalne. Dlatego też po ewentualnym wzroście w okolice 1,37 dolara, raczej należy oczekiwać cofnięcia do 1,33-1,34 niż wzrostu do 1,40.

Perspektywa pokonania maksimów z lutego byłaby znacznie większa, gdyby inwestorzy byli przekonani, że temat ograniczenia QE3 został odsunięty aż do grudniowego posiedzenia. Obecnie takiej pewności nie ma, a podjęcie decyzji o ograniczeniu skupu aktywów przez Fed w grudniu jest równie prawdopodobne jak na posiedzeniu pod koniec października. Dodatkowo szanse na trwałą zwyżkę EUR/USD ogranicza amerykański spór wokół budżetu i limitu zadłużenia (teoretycznie to powinno szkodzić dolarowi, ale w praktyce polityczny spór wokół budżetu i limitu zadłużenia zwiększa awersję do ryzyka na rynkach globalnych, co jest czynnikiem preferującym dolara w relacji do wspólnej waluty). Perspektywę wzrostów EUR/USD może też ograniczać temat uruchomienia przez Europejski Bank Centralny kolejnej rundy LTRO, który to pojawił się w ostatnich dniach w następstwie wypowiedzi przedstawicieli tego banku centralnego.

Dlaczego pomimo tych wszystkich fundamentalnych sygnałów przemawiających przeciw większym zwyżkom EUR/USD w dalszym ciągu utrzymujemy, że kurs tej pary będzie piął się do góry? Przede wszystkim dlatego, że nie ma mocny sygnałów zakończenia tendencji wzrostowej. Takim pierwszym sygnałem byłby spadek poniżej wczorajszego minimum na 1,3461 dolara lub tez utworzenie formacji odwrócenia trendu.

Czwartkowy poranek przynosi lekkie osłabienie złotego do głównych walut. Wobec braku lokalnych czynników mogących determinować jego zachowanie, będzie ono uzależnione od notowań EUR/USD (wzrost to aprecjacja złotego, spadek będzie zaś prowadził do deprecjacji) oraz nastrojów na rynkach globalnych. Sytuacja techniczna na wykresie eurodolara, która wskazuje na większe prawdopodobieństwo wzrostów niż spadków to obecnie największy sprzymierzeńca podaży na wykresach EUR/PLN i USD/PLN. Inwestorzy mogą też liczyć, że po 5-dniowej serii spadków na Wall Street, tamtejsze giełdy wreszcie odbiją, co poprawi nastroje na rynkach globalnych, przy okazji wspierając złotego.

W dzisiejszym kalendarium dominują publikacje finalnych danych nt. dynamiki Produktu Krajowego Brutto dla Wielkiej Brytanii i USA za okres II kwartału 2013 roku, amerykańskie tygodniowe dane nt. wniosków o zasiłki dla bezrobotnych oraz wystąpienia przedstawicieli banków centralnych. Potencjalny wpływ na rynki będą też mieć wszystkie informacje dotyczące debaty budżetowej w USA.

O godzinie 9:56 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2230 zł, USD/PLN 3,1240 zł, a EUR/USD 1,3520 dolara.

Marcin Kiepas