Dziś uwaga inwestorów przede wszystkim powinna być zwrócona na wracający po długim weekendzie do pracy rynek amerykański. W tym przede wszystkim na popołudniową publikację indeksów ISM i PMI, obrazujących koniunkturę w tamtejszym sektorze przemysłowym.

„Dane z USA będą analizowane przez pryzmat wyników wrześniowego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC). Im będę one lepsze, tym większe prawdopodobieństwo na ograniczenie QE3. I odwrotnie. Dla złotego, podobnie jak dla większości walut krajów zaliczanych do rynków wschodzących, dobre dane oznaczają jego deprecjację, a słabe szanse na aprecjację" -  uważa Kiepas.

Opublikowana wczoraj seria raportów PMI opisujących koniunkturę w europejskim sektorze przemysłowym stanowi kolejne potwierdzenie, że długo wyczekiwane ożywienie zawitało do Europy. Oczywiście wciąż nie można powiedzieć, jak ono będzie silne i na ile trwałe, ale sam fakt poprawy koniunktury jest niezaprzeczalny.

„To w sposób oczywisty zmniejsza presję na Europejski Bank Centralny (ECB), ale jeszcze nie jest wystarczającym powodem, żeby bank musiał myśleć o normalizacji polityki monetarnej" – podkreślił.

W nieco bardziej jasnych barwach, po wczorajszej publikacji danych, rysuje się przyszłość polskiej gospodarki. Odnotowany w sierpniu skok indeksu PMI dla sektora przemysłowego do 52,6 pkt. z 51,1 pkt. w lipcu, co było wynikiem lepszym od rynkowego konsensusu (51,7 pkt.), wskazuje na dużo mocniejszą dynamikę odbicia gospodarczego niż dotychczas można było zakładać.

„Cieszy też wyraźne przyspieszenie w Niemczech, czyli u naszego największego partnera handlowego, co przy obecnym kursie złotego, powinno znaleźć pozytywne odzwierciedlenie w wynikach eksportu. Mając to wszystko na uwadze można postawić tezę, że w tym kwartale wzrost gospodarczy w Polsce wyraźnie przekroczy 1%, natomiast w IV kwartale sięgnie 2%" – uważa Kiepas.

Sytuacja techniczna na wykresach EUR/PLN i USD/PLN, po tym jak przed tygodniem strona popytowa wykorzystała "pretekst syryjski" do przeceny polskiej waluty, wskazuje na przewagę strony popytowej. Zwłaszcza w przypadku USD/PLN, gdzie od trzech dni trwa konsolidacja, z której wybicie najprawdopodobniej będzie górą i przyniesie atak na barierę 3,25 zł.

Mając na uwadze jak duże obawy na rynkach wschodzących wywołuje temat ograniczenia QE3, złoty do najbliższego posiedzenia FOMC (17-18 września) powinien znajdować się pod lekką presją sprzedających.

„W tej chwili celem dla popytu jest poziom 4,30 zł dla EUR/PLN i 3,25 zł dla USD/PLN. Ich przełamanie otworzyłoby przestrzeń do wzrostów o około 5 gr. W naszej opinii nie ma gwarancji, że do tego dojdzie. Gdyby jednak ten scenariusz się zmaterializował, to z punktu widzenia średnio- i długoterminowych inwestorów, wyższe poziomy jawią się jako okazja do sprzedaży walut. Poprawiająca się koniunktura w Polsce i strefie euro powinna bowiem już od października przekładać się na umocnienie złotego" – podsumował analityk.

We wtorek, ok. godz. 9:30 jedno euro kosztowało 4,2630 zł, a dolar 3,2377 zł. Euro/dolar kwotowany był na 1,3165.

Marcin Kiepas, Admiral Markets