"Wtorkowy poranek przynosi kontynuację osłabienia złotego. O godzinie 08:50 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2530 zł, a USD/PLN 3,1880 zł. W poniedziałek na koniec dnia było to odpowiednio 4,2447 zł i 3,1814 zł. Polska waluta traci na wartości od ponad tygodnia. Koreluje to z rosnącą rentownością polskiego długu" - powiedział ISBnews Kiepas.

 Według niego w obu przypadkach ruch ten napędzają obawy przed konsekwencjami oczekiwanego już we wrześniu ograniczenia przez Rezerwę Federalną (Fed) miesięcznych zakupów obligacji w ramach trzecie rundy ilościowego luzowania polityki pieniężnej (QE3). Obawy przed ograniczeniem QE3 są na tyle duże, że inwestorzy ignorują większość innych impulsów, które w normalnych warunkach miałyby wpływ na notowania złotego. 

"Wczoraj Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował najnowsze dane nt. wynagrodzeń i zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. W lipcu wynagrodzenia wzrosły o 3,5% w relacji rocznej, natomiast zatrudnienie było o 0,7% niższe niż przed rokiem (ale wzrosło trzeci kolejny miesiąc). Dane korespondują z innymi ostatnio publikowanymi raportami i wpisują się w scenariusz umiarkowanego ożywienia w polskiej gospodarce.  Nie sprowokowały one jednak reakcji złotego" - wyliczył analityk.

Dziś GUS opublikuje lipcowe dane o produkcji przemysłowej i cenach producentów. W sposób oczywisty będzie się liczył tylko ten pierwszy raport. Rynek oczekuje, że roczne dynamika produkcji przyspieszy do 5,1% z 3% w czerwcu. Mając na uwadze zachowanie indeksu PMI dla polskiego przemysłu wzrost ten może okazać się jeszcze silniejszy i sięgnąć 6% R/R. Takie dane powinny już zostać zauważone przez inwestorów i umocnić złotego w relacji do głównych walut, przynosząc korektę jego osłabienia z ostatniego tygodnia. Dziś na tapecie znajdzie się też nowelizacja budżetu. Jednak w odróżnieniu od danych o produkcji, raczej nie wpłynie to na sytuację na rynku walutowym.

"W naszej opinii rozpoczęte przed ponad tygodniem osłabienie złotego, co ma źródła w obawach przed odpływem kapitałów z rynków wschodzących jako konsekwencji ograniczenia przez Fed wartości programu QE3,  utrzyma się przynajmniej do końca miesiąca. Nie należy jednakże obawiać się jego silnej wyprzedaży. W najgorszym scenariuszu za euro trzeba będzie zapłacić 4,30 zł, a za dolara 3,25 zł. Poprawiające się perspektywy polskiej gospodarki tworzą bowiem fundamentalne przesłanki do większego zainteresowania złotym, stąd potencjalne osłabienie będzie wykorzystywane do jego zakupów. W średnim i długim terminie polska waluta powinna zyskiwać na wartości, spychając powoli kurs EUR/PLN i USD/PLN w kierunku psychologicznych poziomów 4 i 3 zł (w perspektywie 12 miesięcy)" - podsumował Kiepas.