Początek nowego tygodnia przyniósł utrzymanie presji podażowej na złotego. Zgodnie z założeniami czynnikiem generującym spadki ponownie okazał się szeroki rynek, gdzie wzrost rentowności amerykańskiego długu (2,85% 10YT) do okolic 2-letnich maksimów wskazuje, iż rynek ponownie obawia się, że FED zdecyduje się na ograniczenie części programu QE już we wrześniu. Krajowe dane w postaci wzrostu płac i spadku zatrudnienia w lipcu zostały w zasadzie pominięte przez rynek. Spadek cen benchmarkowego długu (traciły również bundy) i wzrost wyceny japońskiego jena sugerował, iż inwestorzy niechętnie mogą patrzeć również na notowania bardziej ryzykownych walut. Wraz ze złotym traciły pozostałe waluty regionu (CZK i HUF). Czynnikiem ograniczającym dynamikę spadków jest utrzymanie względnej stabilizacji na głównej parze walutowej (EUR/USD), której zachowanie w kolejnych dniach kreować będzie nastroje na koszyku CEE.

W trakcie dzisiejszej sesji poznamy lipcowe odczyty w zakresie produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej przygotowane przez GUS. Rynek oczekuje, iż po silnym czerwcowym odczycie (3,0%) lipiec przyniósł potwierdzenie tej tendencji, a dynamika wzrosła do 4,0-5,0%. Warto jednak mieć na uwadze, iż potencjalny wzrost bazować będzie w dużej mierze na wyższej liczbie dni roboczych. Najprawdopodobniej jednak wskazanie to rozpatrywane będzie jako potwierdzenie wcześniejszych sygnałów, iż gospodarka Polska kontynuuje odbicie. Wskazanie w zakresie rynkowego konsensusu może nieznacznie umocnić złotego, jednak kluczowe w dalszym ciągu będą sygnały płynące z szerokiego rynku, gdzie inwestorzy czekają na jutrzejszą publikację zapisków z ostatniego posiedzenia FED.

Z rynkowego punktu widzenia notowania EUR/PLN dotarły do strefy oporu z zakresu 4,25-4,26 PLN, która przynajmniej krótkoterminowo powinna ograniczyć dynamikę spadków w wycenie złotego. Układ techniczny na koszyku złotego wskazuje jednak, iż złoty może zanotować jeszcze lekkie osłabienie (do okolic 97,8 pkt.) w ramach aktualnego impulsu deprecjacyjnego. Kluczową kwestią pozostanie zachowanie głównej pary walutowej, która wydaje się być względnie „silna”, pomimo odpływu kapitałów z amerykańskiego długu.

Konrad Ryczko