Polska giełda nie ma w ostatnich miesiącach szczęścia. Kiedy po długotrwałej słabości i ignorowaniu hossy na rynkach rozwiniętych nadeszły pierwsze oznaki poprawy, z zagranicy przyszedł sygnał do korekty wywołany chwilowym zamieszaniem związanym z ostrożnym sygnałem wysłanym przez FED, sondującym reakcję rynku na możliwe wstrzymanie zasilania gospodarki USA w nowy pieniądz. Zaraz po tym nadszedł cios decydujący – ogłoszenie scenariuszy demontażu II filara systemu emerytalnego. Ewentualny rozbiór aktywów OFE, który ciążył nad polskim rynkiem akcji już od dłuższego czasu, stał się nagle bardzo rzeczywistym i namacalnym zagrożeniem dla warszawskiej giełdy. Słabości naszego rynku akcji nie można już wiązać bezpośrednio ani z sytuacją gospodarczą kraju, ani zachowaniem innych europejskich rynków wschodzących. Warszawska giełda osłabiła się pod wyraźną presją rządowych planów reformy systemu emerytalnego. Dwa z trzech zaproponowanych scenariuszy de facto likwidują jednego z najważniejszych uczestników polskiego rynku kapitałowego, jakim są OFE. Słabość kursów akcji spółek notowanych na GPW przeniosła się ze spółek największych także na emitentów mniejszej wielkości, choć w przypadku akcji wchodzących w skład indeksu WIG20 obawy inwestorów są najbardziej widoczne. W przyszłości skutkiem „reformy OFE” może być co najmniej osłabienie szansy GPW na wzrosty cen akcji, pomimo potencjalnych zwyżek na rynkach zagranicznych. I może być to wariant optymistyczny.

Ostanie wydarzenia pokazują wprost: jeżeli chcemy mieć za co godnie żyć na emeryturze, budujmy własny kapitał, a nie liczmy wyłącznie na system publiczny. Rządowy plan reformy emerytalnej sugeruje, czego możemy oczekiwać od „emerytury państwowej”. Przypomnijmy sobie, że przy okazji „przejściowej” obniżki składki przekazywanej do OFE, wprowadzonej w 2011 roku, rząd obiecał powrót do podziału składek stopniowo zwiększający udział OFE. Zamiast tego, ostatnio ogłoszony plan oznacza zamianę (większości) rzeczywistych aktywów zgromadzonych na naszych kontach w OFE na obietnicę wypłaty emerytury w przyszłości finansowanej z przyszłych wpływów. Wpływów, które ma zapewnić coraz mniejsza liczba pracujących (niekorzystna demografia). Pracujących w kraju, nie na emigracji. Obietnice, jak widać na prostym przykładzie tej samej sprawy, łatwo jest łamać.

Jeżeli jesteście Państwo choć trochę sceptycznie nastawieni do utrzymania przez przyszłe rządy obietnicy wypłaty emerytur w obiecanej dzisiaj wysokości (z przyszłych wpłat do systemu), wówczas przemyślcie Państwo konsekwentne budowanie własnego zabezpieczenia emerytalnego.

Michał Janik, Skandia Życie TU S.A.