Efektem był spadek WIG20 o 0,8 procent, który okazał się nie tylko łatwy do odrobienia, ale również stał się bazą do mocnej zwyżki. Częścią procesu odrabiana strat była sama KGHM, która skokowo przeceniona przyciągnęła nowy kapitał i skończyła sesję rosnąc o przeszło 1 procent z godnym szacunku obrotem na poziomie 150 mln złotych. W istocie pod względem sesja była zatem znacznie lepsza niż wskazuje to wynik dnia.

Licząc od porannego dołka indeks zyskał dziś 45 punktów, co przy obecnej wartości indeksu daje zwyżkę zbliżoną do 2 procent. Jeszcze lepiej skalę odejścia widać po fakcie mocnych zwyżek cen spółek innych niż KGHM i prostej konstatacji, iż mimo zwyżki WIG20 o 1 procent żadna ze spółek nie zanotowała przeceny.

Jeśli jednak spojrzeć na rynek w nieco szerszej perspektywie, to środowe rozdanie nie zmienia znacząco układu. Ledwie 600 mln obrotu przy obserwowanych wzrostach cen nie sygnalizuje dużego zaangażowania kapitału w obozie popytowym.

W sumie sesja była tylko odwróconym obrazem poprzednich dwóch z bieżącego tygodnia. Obrót był niski a indeks WIG20 pozostał w środkowej części szerokiej konsolidacji, którą wyznaczają rejony 2150 i 2300 pkt. Wpisując trzy pierwsze dni bieżącego tygodnia w zachowanie rynku w ostatnich dwóch tygodniach WIG20 pozostaje notowany na poziomach, które rozpoczynały handel w trakcie ostatnich trzech poniedziałków i na których kończyły się sesje z dwóch ostatnich piątków.

Jeśli kolejne dwa dni nie przyniosą przewagi jednej ze stron indeks, to będzie miał za sobą trzeci tydzień flirtu z okolicami 2200-2250 pkt., które stały się rejonem równowagi po czerwcowym tąpnięciu. Dla zwolenników analizowania kondycji giełdy przez pryzmat wykresów obecne zachowanie indeksu jest niczym więcej niż okresem wyczekiwania na moment, w którym rynek sam wybierze kierunek wybicia. 

Adam Stańczak