W piątek zwyżki na europejskich parkietach utrzymały się albo tylko przez parę minut (GPW), albo do czasu publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy. Dane okazały się bardzo dobre, przekraczając oczekiwania analityków – w czerwcu gospodarka amerykańska stworzyła 195 tys. miejsc pracy, również dane za maj zrewidowano o 20 tys. w górę. Po ich publikacji indeksy jak na sygnał zapikowały – był to scenariusz możliwy do przewidzenia, ponieważ rynki rosły już wtorku rano właśnie w nadziei na publikację mocnych danych. Doszło więc do realizacji zysków, tym silniejszej, że dziś mocne dane – zwłaszcza z rynku pracy – łatwo zdyskredytować stwierdzeniem, że przybliżają one moment ograniczenia QE3 przez Fed . Ostatecznie CAC40 stracił 1,5 proc., DAX 2,5 proc. a FTSE 0,4 proc. WIG20 stracił natomiast 1,5 proc.

Amerykanie początkowo także martwili się zbyt dobrymi danymi z rynku pracy, ale po zamknięciu giełd w Europie przystąpili do zakupów. Ostatecznie S&P zyskał więc 1 proc. Nawiasem mówiąc przebieg sesji na Wall Street tak często zmienia się po zakończeniu notowań na Starym Kontynencie, że trudno uznać to za przypadek. Istotny może okazać się także skok rentowności amerykańskich obligacji skarbowych o 8,5 proc. (10-latki) do 2,75 proc. w piątek.

Inwestorzy w Azji nie zarazili się optymizmem Amerykanów wychodząc z założenia, perspektywa QE3 jest złą wiadomością. Indeks giełdy w Szanghaju stracił 2,3 proc. (na pół godziny przed końcem notowań) przy czym wpływ na zachowanie inwestorów może wywierać także oczekiwana publikacja danych o dynamice kredytów – inwestorzy spodziewają się fatalnych danych po ostatnich zawirowaniach na rynku pięniężnym. Hang Seng tracił w tym czasie 1,8 proc. Kospi zakończył dzień stratą o 0,9 proc., a Nikkei o 1,4 proc., przy czym japońskie giełdy spadały głównie w drugiej części dnia, podczas gdy w pozostałych przypadkach mocny spadek miał miejsce już na otwarciu, później nastąpiła stabilizacja.

Można założyć, że Europa będzie dyskontowała zakończenie sesji w USA, zatem dzień rozpocznie się od wzrostów. Jednak musiałby być one bardzo mocne, aby wymazać piątkowe straty. Tymczasem sił może brakować, jeśli inwestorzy przypomną sobie o kłopotach Grecji (dziś ma zapaść decyzja o uruchomieniu kolejnej transzy finansowania) czy Portugalii. Dla GPW dodatkowym bonusem może być zachowanie rynku obligacji – wzrost rentowności w USA powinien przełożyć się także na wzrost rentowności naszych papierów, co z kolei może przenieść się na osłabienie złotego. W ostatnich miesiącach (od kwietnia do czerwca) słaby złoty wspierał zwyżki na GPW. 

Emil Szweda