Niestety słabość w końcówce miesiąca spowodowała, iż w czerwcu indeks stracił 9,7 procent, co daje jeden z najgorszych miesięcy w historii WIG20 i stratę charakterystyczną dla okresów o największym spadku zaufania do akcji. 

Trzeba jednak podkreślić, iż w końcówce czerwca nad GPW pojawił się prawdziwy grad złych informacji. Zaczęło się od nerwowej i przesadnej reakcji giełd światowych na sygnał ze strony szefa Rezerwy Federalnej, iż bank centralny przygotowuje się do zredukowania trzeciej rundy luzowania ilościowego. Na ten element nałożyły się mniejsze od oczekiwań dywidendy – zwłaszcza ze strony KGHM – oraz doniesienia o kryzysie w chińskim sektorze bankowym. Po drodze rynek zderzył się z rozliczeniem kontraktów terminowych i wreszcie czynnikiem politycznym, jakim są propozycje zmian w OFE oraz przymuszenie spółek notowanych na GPW do inwestycji w energetykę, które realizujący uznali wcześniej za nierentowne. 

Co gorsze czynniki, które odpowiadają za przecenę na rynku pozostaną teraz czymś stałym i od układu, jaki przybiorą zależy, czy GPW zdoła korygować czerwcową panikę, czy też pogrąży się w dalszej przecenie a WIG20 spadnie do 2000 pkt. Patrząc tylko na punktowy wzrost indeksu trzeba pamiętać jeszcze o tym, iż miesiące letnie przyniosą redukcje wartości WIG20 związane z odliczaniem dywidend, które zostały już zapowiedziane. W efekcie liczenie na znaczące podniesienie wartości nominalnej musi mieć swoje granice i oceny kondycji rynku trzeba robić raczej w perspektywie miesięcy niż tygodni. Tu kluczowymi elementami będzie to, jak świat będzie postrzegał politykę Fed a w Polsce się na przyszłość OFE. W praktyce GPW czeka okres większej zmienności, która już dziś jest obecna na rynku.

Adam Stańczak