Wczorajsze notowania na Wall Street kończyły się zniżką o niemalże 1%. Z kolei japoński Nikkei stracił podczas dzisiejszej sesji ponad 6%. O poranku wyraźnie widać więc było, że temat odmieniany w ostatnich dniach przez wszystkie przypadki wciąż straszy.

Chodzi oczywiście o zaniepokojenie inwestorów związane z przyszłym kształtem programu QE3, który zapewne w najbliższych miesiącach będzie powoli ograniczany. Początek handlu w Europie i na GPW przebiegał więc pod dyktando sprzedających i indeksy gremialnie traciły ponad 1%.

Szybko jednak Warszawa zaczęła wyróżniać się pozytywnie i to w głównej mierze dzięki bardzo dobremu zachowaniu akcji PKO BP, które w dalszej części dnia pokonały nawet maksima z początku roku i znalazły się na najwyższych poziomach od września minionego roku. Inwestorzy niezwykle ciepło przyjęli informację o zakupie banku Nordea, co sprawić ma, że przyszłoroczny zysk narodowego czempiona będzie większy od tegorocznego przy niezmienionej polityce dywidendowej.

Sama cena w kwocie 2,642 miliarda złotych przez jednych uznawana została za atrakcyjną, gdyż wskaźnikowo jest niższa niż w przypadku przejęcia Kredyt Banku przez BZ WBK. Z drugiej jednak strony mając świadomość relatywnie skromnego zwrotu z kapitałów własnych skandynawskiego banku, trudno było uzasadnić wycenę większą od wartości księgowej. Tym niemniej ryzyko transakcji zostanie rozłożone na dwie jej strony, a spółka matka będzie jeszcze przez siedem lat finansowała kredyty walutowe polskiego oddziału. Per saldo więc wynegocjowane warunki złe nie były i tak je odebrali inwestorzy. 

Za sprawą przejęcia PKO BP oraz rozchwianych nastrojów zewnętrznych na dalszy plan zeszły dzisiejsze dane, które jednak na rynku pewnym echem się odbiły. Przykładowo niższa od prognoz inflacja w naszym kraju przyczyniła się do wzrostu cen tak silnie w ostatnich tygodniach przecenionych obligacji. Z kolei dobre dane o amerykańskiej sprzedaży detalicznej oraz wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych w godzinach popołudniowych wsparły giełdy zagraniczne, które wcześniej miały wyraźne problemy z redukcją porannych strat.

W kwestii zakrywania luki otwarcia zdecydowanie lepiej radził sobie jednak krajowy WIG20, który ostatecznie jedynie za sprawa nieudanego fixingu zamknął się stratą o niecałe 0,4%. W kontekście słabego otwarcia taki wynik uznać należy za dobry i zapowiadający dalszą chęć wzrostów. 

Łukasz Bugaj