Oczekiwania zakładają poprawę względem tego, co obserwowaliśmy w IV kwartale i jest to jak najbardziej słuszne biorąc pod uwagę dane, jakie spływały na początku roku. W przypadku Francji (-0,1 proc. kw/kw), czy też Włoch (-0,3 proc. kw/kw) pozostaniemy w recesji, ale już Niemcy mają szansę na odbicie rzędu 0,3 proc. kw/kw. Niemniej wspomniany zbiorczy PKB dla całego Eurolandu pozostanie na minusie (szacunki -0,1 proc. kw/kw i -0,9 proc. r/r). Gorzej, jeżeli te odczyty będą nieco słabsze – wzrost nerwowości mamy zapewniony. Co ciekawe, dane zgodne z rynkiem, bądź nieco lepsze nie staną się pretekstem do zakupów euro, gdyż rynki liczą się z tym, że potencjalne ożywienie w II półroczu zapowiadane kilka miesięcy temu przez szefa ECB zwyczajnie się opóźni.

Publikacja indeksu ZEW z Niemiec nie dostarczyła dzisiaj powodów do optymizmu. Indeks nastrojów wśród analityków wzrósł w maju jedynie do 36,4 pkt. po spadku do 36,3 pkt. w kwietniu, a subwskaźnik oceny bieżącej kondycji spadł do 8,9 pkt. z 9,2 pkt. Nieco lepsze od prognoz były dane nt. marcowej produkcji przemysłowej w strefie euro (+1,0 proc. m/m i -1,7 proc. r/r), ale nie było to dużą niespodzianką biorąc pod uwagę wcześniejsze dobre odczyty z Niemiec. 

W efekcie EUR/USD zdołał jeszcze podjąć próbę ataku na wspominany rano obszar 1,3030-35, ale udało się jedynie ustanowić nowe lokalne maksimum na 1,30288 (ciut wyżej od nocnego szczytu) i popyt na euro szybko sobie odpuścił. W efekcie później szybko spadliśmy na 1,29465. Strefa 1,2950 jednak nadal stara się bronić jako wsparcie, ale sił jest coraz mniej. Powinny to potwierdzić najbliższe godziny. Definitywne złamanie strefy 1,2935-50 zwiększy prawdopodobieństwo realizacji tygodniowego scenariusza spadku w okolice 1,2750-1,2800.

Marek Rogalski