RBA – po raz kolejny poklepywanie po plecach

Posiedzenie RBA w nocy było znowu w mniejszym lub większym stopniu poklepywaniem się przez bank centralny po plecach stwierdzeniami, że jak do tej pory zmiany w polityce mają nadal „efekt ekspansyjny” – Stevens zauważył, że „następuje umiarkowany wzrost prywatnych wydatków konsumpcyjnych”. Oprocentowanie na przedzie australijskiej krzywej rentowności prawie nie drgnęło w reakcji na tę wiadomość, natomiast zdaje się, że rynek walutowy wyczuł w tym wystarczającą dawkę „jastrzębiego” nastawienia (mniejsze prawdopodobieństwo dalszych cięć), by w nocy podbić cenę dolara australijskiego – zaatakowano niedawne szczyty w rejonie 1,0500. RBA oczywiście wspomniał, że z perspektywy inflacji luzowanie polityki pieniężnej w przyszłości jest możliwe, „gdyby było to konieczne dla wsparcia popytu.” Ten rejon 1,0500 w parze AUD/USD pozostaje na razie ostateczną granicą – powyżej tego poziomu możemy napotkać jeszcze ważniejszy opór na poziomie 1,0600+, natomiast dopóki pozostajemy poniżej poziomu 1,0500, mamy niewielki „haczyk” techniczny dla prób sprzedaży.

Dane z USA a USD/JPY

Opublikowane wczoraj słabe dane ankietowe ISM z USA to kolejny zestaw kiepskich odczytów, które w tej chwili wystawiają na próbę motyw mocnego ożywienia dolara amerykańskiego. Fakt ten wraz ze zbliżającym się czwartkowym posiedzeniem BoJ może wywierać pewną presję na dolara amerykańskiego z powodu nerwowej wyprzedaży w parze USD/JPY, gdyż oczekiwanie, iż Fed rozluźni działania akomodacyjne, rozwiewa  się z pojawieniem się każdego kolejnego zestawu kiepskich danych z USA. Piątkowe dane dotyczące zatrudnienia w Stanach będą największym testem dla nastrojów na tym froncie.

Co dalej?

W nocy kurs EUR/USD próbował przebić się wyżej na fali dzisiejszego powrotu Europy z długiego weekendu – jednak w nocy w Azji odniósł porażkę na tych najnowszych trzydniowych szczytach i niedaleko tego interesującego poziomu 200-dniowej średniej ruchomej, tj. 1,2885.

W najbliższych dniach dominować będzie bezpardonowa walka o pierwszeństwo wobec krytycznego testu dla krzyżowych par jena po czwartkowym posiedzeniu BoJ oraz kwestia tego, czy EBC jest w stanie zrobić cokolwiek, by zmienić nastroje względem euro – jest
to nieco wątpliwe, biorąc pod uwagę polityczny charakter sytuacji; chociaż z pewnością EBC może na kilka dni przesunąć “słupki bramki” retoryką lub obniżką stóp procentowych (co jest mało prawdopodobne w świetle braku retoryki na poprzednich posiedzeniach EBC, natomiast bardziej prawdopodobne z perspektywy chęci Draghiego, by stwarzać wrażenie, że coś robi).

W miarę jak zbliżamy się do posiedzenia EBC w tym tygodniu będę się przyglądał, czy spready obligacji państw peryferyjnych się poszerzają. Wiele krajów na peryferiach UE nadal przecież przekracza swoje docelowe poziomy deficytu budżetowego, jednak jednocześnie coraz mniej prawdopodobne jest, by sięgnęły one po OMT w ich obecnym kształcie, gdyż wiązałoby się to z narzuceniem dalszych środków oszczędnościowych, niemożliwych z politycznego punktu widzenia. Czy inwestujący w obligacje doceniają to ryzyko – i czy ostatnim razem to nie obietnica OMT wsparła rynki obligacji państw peryferyjnych? A co jeśli poza sytuacjami ekstremalnego zagrożenia „siatka ochronna” w postaci OMT tak naprawdę nie istnieje, ponieważ pod względem politycznym jest tak bardzo trudna do przełknięcia?

Teraz, gdy jen wybił się znacznie z niedawnych dołków, BoJ ma lepszą okazję,  by spowodować jego osłabienie po czwartkowym posiedzeniu, chociaż bardzo trudno ocenić, gdzie się znajdujemy w tej konsolidacji, ponieważ istnieje czynnik komplikujący, o którym niedawno tak intensywnie wspominaliśmy, tj. początek nowego roku finansowego w Japonii oraz ogólna kwestia tego, ile z tego wliczono już w cenę. Nadal podejrzewam,  że jen będzie się umacniał, by później odnotować nowe dołki.

John J. Hardy