Baryłka ropy Brent w poniedziałek kosztowała ok. 108 dolarów.

– Ceny ropy w miarę odpowiadają popytowi, powiedziałbym nawet, że są trochę za wysokie – tłumaczy Maciej Bitner w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria. – Cały czas jeszcze gospodarka światowa nie jest tak silna, żeby sobie poradzić z wysoką ceną ropy na poziomie 130 dolarów za baryłkę. Myślę, że cena będzie zmierzać bardziej w stronę 100 dolarów za baryłkę. Patrząc na rynek terminowy, to prognozowana cena za rok, dwa, trzy, to jest właśnie bliższa tej granicy. To jest bliższe cenie równowagi.

Spodziewane spadki cen ropy wynikają z prognozowanego wzrostu wydobycia, jaki najprawdopodobniej będzie miał miejsce w najbliższych latach. Wzrost ten zostanie odnotowany szczególnie w Iraku i USA. W Ameryce Północnej przyczyni się do tego coraz większe wydobycie ropy łupkowej – tzw. lepkiej ropy, którą wydobywa się podobnie jak gaz łupkowy – a więc przede wszystkim przez odwierty.

– Produkcja amerykańska bardzo dynamicznie rośnie i tak będzie jeszcze w kolejnych latach. Prognozuje się, ze USA przewyższą pod tym względem Arabię Saudyjską – mówi Bitner.

Jak zauważa analityk Wealth Solutions, rynek pod względem popytowym jest dość sztywny. To oznacza, że zmiany podaży będą odczuwalne w poziomach cen.

– Ten rynek jest bardzo ściśle dopasowany, popyt i podaż się równoważą. Więc jeżeli popyt do podaży nie jest dopasowany, to znacząco musi się zmienić cena – mówi Bitner.

Proponowana przez niego cena równowagi uwzględnia przede wszystkim koszty wydobycia. I to te najwyższe.

– Arabia Saudyjska ma dość niskie koszty wydobycia. Nawet przy 30 dolarach za baryłkę opłacało by się to robić, bo tam ropa właściwie sama wypływa z ziemi, nie trzeba jej wyciągać spod dna oceanu, przy tych wszystkich ryzykach uświadomionych przy okazji katastrofy w Zatoce Meksykańskiej czy też wyciskać z łupków kanadyjskich. Bo wtedy to już są koszty na poziomie 80-90 dolarów za baryłkę – mówi główny ekonomista Wealth Solutions.

Obniżenie ceny byłoby możliwe przez wyłączenie z rynku najdroższych producentów, ale to – jak tłumaczy ekspert – byłoby możliwe tylko przy znaczącym spadku popytu na ropę, co jest bardzo mało prawdopodobne.

– Póki popyt się utrzymuje na takim poziomie, że jest potrzeba wydobywania ropy z dna oceanów, to cenę ropy wyznacza koszt tych najdroższych producentów, a nie tych najtańszych – tłumaczy Maciej Bitner.