Problematyczne dobre dane

W lutym zatrudnienie w amerykańskiej gospodarce poza rolnictwem wzrosło o 236 tys., zaś stopa bezrobocia spadła do 7,7% (z 7,9% w styczniu). Wobec tego, co od lat powtarza Bernanke spadek bezrobocia jest ziemią obiecaną amerykańskiej gospodarki, a zatem rynki powinny być szczęśliwe? Faktycznie zdrowy rynek pracy jest podstawą stabilnego ożywienia, zatem lepsze dane powinny przekładać się na poprawę oczekiwań co do wzrostu gospodarczego. Niestety wobec przesadnie ekspansywnej polityki banku na rynku dominują obawy, co się stanie, kiedy Fed usunie wsparcie dla gospodarki. Jak pisaliśmy w piątkowym komentarzu, średni miesięczny wzrost o 200 tys. może oznaczać, iż Fed wycofa się z QE3 jeszcze przed końcem roku, tymczasem średnia za ostatnie cztery miesiące to 205 tys. Dane są zatem jednoznacznie pozytywne dla dolara i paradoksalnie mogą być negatywne dla rynków akcji, choć ten wpływ może być mocno nieliniowy. Na rynku akcji zrobi się nerwowo, gdy zaczną rosnąć rentowności. Obecnie rentowność amerykańskiej 10-latki to 2,05% - najwyżej od kwietnia 2012, ale w piątek wzrosła ona o umiarkowane 5 bp. Rynek czeka zatem na ustosunkowanie się członków Fed do publikacji. Bernanke zapewne chętnie zignorowałby odczyt za luty, ale coraz większa grupa Komitetu może czuć się niekomfortowo pomijając coraz lepsze publikacje.

Chińska gospodarka coraz bardziej przegrzana

W styczniu i lutym łączna roczna dynamika produkcji przemysłowej wyniosła 9,9%, zaś sprzedaży detalicznej 12,3% (ze względu na chińskie święto nowego roku tamtejszy urząd statystyczny nie podaje osobnych publikacji za te dwa miesiące). W obydwu przypadkach dane są słabsze od oczekiwań, zaś dynamika sprzedaży jest najniższa od 2004 roku. Dane o produkcji wpisują się w obraz przedstawiony wcześniej przez słabszy PMI, jednocześnie zaprzeczając podejrzanie mocnym danym dotyczącym eksportu (jak pisaliśmy, są spekulacje, iż eksport jest zawyżony, gdyż firmy chcą w ten sposób ściągnąć kapitał do Chin).

Spowolnienie w danych o aktywności gospodarczej to jednak niewielki problem w zestawieniu z potencjalnymi konsekwencjami przegrzania gospodarki. W pierwszych dwóch miesiącach roku nakłady inwestycyjne na rynku nieruchomości wzrosły ponownie o ponad 20%. Udział sektora nieruchomości w PKB za ostatnie 12 miesięcy wzrósł do rekordowych 13,9%. Ekspansywna polityka rządu przekłada się na również na wzrost popytu (obecnie 12,9% PKB), ale nadal nie nadąża on za podażą. Budująca się od kilku lat bańka na chińskim rynku nieruchomości to ogromne zagrożenie nie tylko dla chińskiej, ale i globalnej gospodarki. Załamanie popytu może oznaczać wręcz recesję w Chinach. Nowe władze nie mają zatem łatwego zadania. Pierwsze sygnały sugerują, iż będą one chciały bilansować chłodzenie rynku nieruchomości z podtrzymywaniem koniunktury, co oczywiście nie będzie łatwe. Wzrost inflacji do poziomu 3,2% może sprawić, iż będzie przeważała tendencja do chłodzenia.

Zalew danych z USA, CPI w Polsce…

W tym tygodniu czeka nas mnóstwo publikacji danych z USA. W środę poznamy dane o sprzedaży detalicznej, w czwartek tygodniowe dane z rynku pracy oraz PPI, najciekawiej będzie zaś w piątek, kiedy opublikowane zostaną dane o produkcji, nastrojach, CPI, a także poznamy pierwszy indeks aktywności za marzec (NY Fed). Te dane powiedzą nam więcej o ożywieniu w USA, ale o ile nie okażą się poważnym rozczarowaniem rynek będzie koncentrował się na sytuacji na rynku pracy i jej wpływie na politykę banku centralnego. W cieniu danych toczyć się będą zapewne rozmowy o rozwiązaniu problemu sequestera, który od dwóch tygodni nadgryza amerykański wzrost. W Polsce dane o inflacji (czwartek) – spodziewamy się odczytu na poziomie 1,8%.

…i powrót włoskiej polityki

Wobec dominującego od miesięcy optymizmu na rynkach, problem włoskich wyborów jest dla inwestorów niewygodny. Tymczasem Włosi przypomną o sobie w tym tygodniu, gdyż w piątek nowo wybrany parlament zbierze się po raz pierwszy i będzie musiał wybrać szefów izb. Być może jasnym stanie się, jakie plany ma lider zwycięskiej Partii Demokratycznej (która jednak nie ma większości w Senacie). Naszym zdaniem Włosi przez kilka miesięcy będą mieć rząd mniejszościowy, w tym czasie parlament wybierze nowego prezydenta, ten zaś rozpisze nowe wybory. Być może w międzyczasie parlament zmieni prawo wyborcze, tak aby zwycięska partia miała większość w obydwu izbach. Ta większość nie musi należeć jednak do PD – choć w najnowszych sondażach ta partia wygrywa jej przewaga nad Grillo i Berlusconim mieści się w granicach błędu statystycznego. Uważamy, iż rynek ciągle nie docenia tego problemu.

dr Przemysław Kwiecień