Poniedziałkowa sesja na warszawskim parkiecie rozpoczęła się od niewielkiej, sięgającej 0,15 proc. zwyżki głównych indeksów. WIG20 w pierwszej godzinie handlu, zachęcony dobrą atmosferą na głównych giełdach, ruszył mocniej w górę. Zyskiwał wówczas 0,7 proc. i dotarł w okolice 2455 punktów. Na więcej bykom zabrakło jednak siły, mimo że we Frankfurcie w tym czasie indeks rósł o 1,3 proc. Dopiero po południu nabrały odwagi, ale 1 proc. zwyżka wciąż wyglądała blado na tle innych.

Niemoc popytu widać było po stopniowym osuwaniu się indeksu. Nasi gracze patrzyli z zachwytem i zazdrością na to co dzieje się we Frankfurcie i Paryżu, ale sami nie podążyli za trendem. O ile WIG20 choć trochę korzystał z zagranicznego natchnienia, to znacznie słabiej było w segmencie średnich spółek, a fatalnie na rynku najmniejszych firm. sWIG80 i WIG Plus z najwyższym trudem trzymały się w okolicach piątkowego zamknięcia, często zaglądając pod kreskę.

W gronie blue chips sytuacja początkowo była wyrównana. Rano pozytywnie wyróżniały się zwyżkujące o 2 proc. akcje Boryszewa i rosnące po około 1 proc. papiery Telekomunikacji Polskiej i TVN. Te ostatnie wczesnym popołudniem rosły już o 4 proc. Do 1,5 proc. zwiększyły skalę zwyżki walory telekomu. Do grupy liderów dołączyły akcje Lotosu, które po kilku godzinach zyskiwały 3 proc., a w dalszej części 4 proc. O połowę mniejszy był wzrost w przypadku PKN Orlen, ale w ciągu dnia ten dystans został zniwelowany i walory obu rafinerii rosły po 4 proc.

Spadkowiczów było zaledwie trzech. Akcje PGE traciły 2 proc., kontynuując rozpoczętą kilka dni temu przecenę. Uszczupliła ona portfele inwestorów o 9 proc. W tym roku energetyczne papiery potaniały o 19 proc. O około 1 proc. zniżkowały walory PGNiG., a o 0,5 proc. spadały papiery Asseco.

Na szerokim rynku uwagę zwracał przekraczający 6 proc. skok akcji Midasa i ponad 5 proc. zwyżka walorów Petrolinvestu. Na drugim biegunie znalazły się tracące 6 proc. akcje PBG. Po około 4 proc. w dół szły papiery Ganta i Polnordu. Niemal 2 proc. traciły akcje Azotów Tarnów.

Trudno doszukać się wyjaśnienia wybuchu optymizmu na głównych giełdach europejskich, szczególnie widocznego we Frankfurcie, gdzie po starcie z poziomu 1 proc. powyżej piątkowego zamknięcia DAX wczesnym popołudniem rósł o ponad 2,5 proc. W Paryżu euforia była słabsza, ale tamtejszy wskaźnik zyskiwał chwilami ponad 2 proc. Tej dwójce liderów dorównywał jedynie zwyżkujący o niecałe 2 proc. indeks w Madrycie. Na pozostałych parkietach skala wzrostów była znacznie mniejsza, rzadko przekraczając 1 proc.

Rozczarował wstępny szacunek wskaźnika aktywności chińskiej gospodarki. PMI spadł z 52,3 do 50,4 punktu, dość mocno rozczarowując (spodziewano się, że jego wartość wyniesie 52,2 punktu). Wskaźnik utrzymał się w strefie sygnalizującej wzrost, jednak można mówić o rozczarowaniu. Drugi czynnik, który miał w poniedziałek istotny wpływ na rynki, czyli wybory we Włoszech, został jeszcze przed rozstrzygnięciem wykorzystany przez byki. Przedpołudniowe silne zwyżki wskazywały na to, że inwestorzy byli pewni, że partia Silvio Berlusconiego poniesie porażkę. Takie działanie obarczone było pewnym ryzykiem, ale jak się okazało, opłacało się. Wstępne wyniki wskazywały zwycięstwo Partii Demokratycznej. Nie rozwiązuje to jednak kwestii utworzenia rządu, a ugrupowanie Berlusconiego uzyskało sporo głosów. Ale tym dziś nikt się nie przejmował. Indeks w Mediolanie rósł o ponad 3 proc.

Amerykańscy inwestorzy cieszyli się podobnie jak ich europejscy koledzy, choć oczywiście skala tej radości, mierzona wartością indeksów, była znacznie mniejsza. W pierwszych minutach handlu zyskiwały one po kilka dziesiątych procent.

Na godzinę przed końcem sesji w Warszawie wszystkie indeksy były na plusach. WIG20 rósł o 0,65 proc., WIG o 0,7 proc., indeks średnich spółek mWIG40 o 1,25 proc., a sWIG80 o 0,3 proc. Obroty przekraczały 620 mln zł. 

Roman Przasnyski