Wtorkowa sesja w Europie to dobry przykład na to, że inwestorzy potrzebują nowych bodźców by utrzymać północny kurs rynków. Wczoraj pomogła im publikacja indeksu ZEW. Wprawdzie bieżące oceny sytuacji przez przedsiębiorców można uznać za fatalne, ale za to sentyment ekonomiczny jest w stałej tendencji wzrostowej i wypadł lepiej niż oczekiwano. A więc inwestorzy znów dostali obietnicę poprawy i jednocześnie brak danych, które poprawę by potwierdzały w bieżącym momencie. Giełda jednak dyskontuje przyszłość, a nie teraźniejszość więc reakcja rynków była łatwa do wyobrażenia, DAX zyskał 1,6 proc., a CAC40 nawet 1,8 proc.

Natomiast kolejny raz z szansy nie skorzystał WIG20, który wzrósł o skromne 0,05 proc. Wygląda to tak, jakby GPW miała jakieś szczególne powody do obaw (choć akurat opublikowane wczoraj dane o dynamice produkcji przemysłowej okazały się lepsze od oczekiwań) o stan gospodarki. Tak nie jest – uważam, że przyczyną słabości GPW jest wcześniejsza hossa obligacji skarbowych i jej korekta, która trwa od początku roku.

Trudno o bardziej jaskrawy przykład korelacji dwóch rynków.
Na Wall Street o korekcie może i myślą i może się jej boją. Ale akcje kupują – S&P wspina się po ścianie strachu i jest już na 35 pkt od historycznego szczytu z 2007 roku. Ponieważ indeks zaczął właśnie ósmy tydzień wzrostów, a przed nim położona jest bariera, której nigdy jeszcze nie udało się sforsować, rozpoczęcia korekty można spodziewać się w dowolnym momencie pod byle pretekstem. Sęk w tym, że może się ona rozpocząć także po wyznaczeniu nowego szczytu (tzw. pułapka hossy) i więcej jest teraz zgadywania niż prognozowania w rysowaniu przyszłości S&P.

Azjatom udzieliły się dobre nastroje Amerykanów. Indeks w Seulu wzrósł o blisko 2 proc. (inwestorzy kompletnie zignorowali więc pogróżki północnego sąsiada, o ostatecznym zniszczeniu Korei Południowej) dzięki wypowiedzi prezesa banku centralnego, który nie widzi podstaw do dalszych obniżek stóp u progu światowego ożywienia gospodarczego. Nikkei wzrósł o 0,8 proc., a indeks giełdy w Szanghaju zyskał 0,6 proc.

W Europie wyobraźnię pobudzać może rekord S&P, z drugiej strony nastroje może chłodzić raport Credit Agricole, który w IV kwartale zanotował 4 mld EUR straty (to wynik gorszy niż oczekiwali analitycy (3,7mld)). O zakończeniu dnia zadecydują dane z amerykańskiego rynku budownictwa mieszkaniowego oraz protokoły z posiedzeń ECB i Fed.

Emil Szweda