Pierwsza część sesji w Europie stała pod znakiem informacji o poziomie produkcji przemysłowej w poszczególnych krajach. Nie było pozytywnego zaskoczenia z Hiszpanii, gdzie nastąpił spadek -6,9 proc. r/r (-6,5 proc. r/r prog), podczas gdy minimalnie lepsze okazały się dane z Niemiec. W największej gospodarce strefy euro produkcja w przemyśle wzrosła w grudniu o 0,3 proc. m/m (0,2 proc. m/m prog). 

Jednakże uwaga z biegiem czasu przenosiła się na EBC, gdzie zgodnie z oczekiwaniami nie doszło do zmiany stóp procentowych. Słowa Mario Draghiego można odczytywać jako lekko pesymistyczne, gdyż dał on do zrozumienia, że na ożywienie w gospodarce Eurolandu w pierwszej połowie roku nie należy liczyć. Padło również zdanie mówiące, iż umocnienie euro jest potencjalnym czynnikiem ryzyka dla wzrostu gospodarczego w strefie euro. Wydaje się to dość oczywiste, ale po ostatnich komentarzach odnośnie aprecjacji euro słowa te mają wzmocnione znaczenie. Jednakże, Mario Draghi wprost zapytany słowa Hollande`a nt. zwyżki wartości euro stwierdził, że jest to efekt wzrostu zaufania do wspólnej waluty, a samo EBC nie zajmuje się kursami walutowymi.

Sądząc po zachowaniu kursu EUR/USD, słowa Draghiego zostały odebrane dość jednoznacznie, gdyż po godzinie 16 euro zniżkuje poniżej 1,3400 USD z ok. 1,3570 USD jeszcze przed konferencją. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że umiarkowany pesymizm prezesa EBC został wykorzystany jako pretekst do złamania testowanego od 2 dni dolnego ograniczenia kanału wzrostowego. Na bazie tych testów zbudowane zostało także prawe ramię formacji głowy z ramionami, z której wybicie nastąpiło przy 1,3475 USD. Zasięg trwającego ruchu można ocenić z kolei na ok. 1,3280 USD, gdzie przebiega niemal 3-miesięczna linia trendu wzrostowego i przynajmniej do osiągnięcia tego poziomu jest zbyt wcześnie, aby mówić o trwałym pogorszeniu sentymentu i odwróceniu trendu na rynku EUR/USD.

Na warszawskim rynku sesja przebiegała w sposób podobny do wtorkowej, przy czym dzisiaj udało się przetestować krótkoterminową linię trendu spadkowego, lecz ruch ten zakończył się niepowodzeniem i po godzinie 16 indeks WIG20 powrócił do 2470 pkt. W najbliższych dniach kluczową kwestią jest obrona 2450 pkt, gdyż przełamanie tego stworzy istotne ryzyko spadku do 2400 pkt, czyli do linii trendu wzrostowego biegnącej od majowego minimum. W takim scenariuszu pod znakiem zapytania stanąłby cały 7-miesięczny ruch wzrostowy.

Nie pomaga także otoczenie zewnętrzne, gdyż podobnie jak w przypadku WIG20, stopniowo budowany wzrost indeksu DAX szybko wyparował i oznacza powrót poniżej 7600 pkt. Za oceanem natomiast trwa przeciąganie liny przy poziomie 1500 pkt, a spadkowe otwarcie indeksu S&P 500 wskazuje na kolejną próbę testu 1495 pkt.

Sebastian Trojanowski