Bardzo znamienny był wzrost na wczorajszej sesji FTSE100 o 0,75 proc. Brytyjski indeks był otoczony przez jaskrawą czerwień indeksów w Paryżu (1,4 proc.) i Frankfurcie (1,1 proc.). Trudno uciec od skojarzeń z polityką europejską i rozpoczynającym się szczytem dotyczącym unijnego budżetu. Cokolwiek by mówić, widać po kim rynki spodziewają się zwycięzcy i czyja polityka przypada im bardziej do gustu. Równocześnie widać, że rynki zakładają, że zapowiedziane przez Camerona referendum w sprawie wyjścia z UE to tylko blef. Negatywne nastroje na rynkach dotknęły także i giełdę w Londynie, ale skutkiem było tylko zmniejszenie rozmiarów zwyżki.

Poza szczytem w Brukseli na rynki wpływa także perspektywa wyborów parlamentarnych we Włoszech, gdzie w sondażach prowadzi partia Berlusconiego umacniająca się dzięki populistycznym hasłom i zapowiedziom zerwania z reformatorską polityka Montiego. To co podoba się wyborcom oczywiście wystraszyło inwestorów. Indeks w Mediolanie spadł wczoraj o 0,7 proc. i o 7,3 proc. przez ostatnie dwa tygodnie.

Tymczasem Wall Street po wstępnej przecenie do końca dnia odrobiła straty, a S&P zyskał 0,1 proc. Taka postawa nie wystarczyła jednak, by poprawić nastroje w Azji dziś rano. Nikkei stracił 0,9 proc. po raportach Nikon (19 proc. w dół) i Sony, które rozczarowały inwestorów. Kospi stracił 0,2 proc.,
a indeks w Szanghaju spadł po raz pierwszy od dziewięciu sesji tracąc 0,7 proc.

W Europie możemy spodziewać się płaskiego otwarcia, a być może nawet niewielkich zwyżek w reakcji na dobre zachowanie Wall Street wczoraj, które nie zostało wkalkulowane przez inwestorów. Dalej na wynik notowań wpływ mogą mieć dane o produkcji przemysłowej Niemiec i Wielkiej Brytanii oraz oczywiście przecieki z unijnego szczytu. Rynki będą „za” oszczędnościami w budżecie, więc to co zostanie uznane za polityczną porażkę, może na dłuższą metę okazać się zwycięstwem. Należy jednak założyć, że pewien wyłom na rynku został już dokonany, a korekta, która zbyt długo nie dotykała rynków zachodnich ma szansę się rozwinąć. W przypadku WIG20 sprawa jest o tyle niewygodna, że po sesjach z wysokimi obrotami w zeszłym tygodniu, ostatnie dni przyniosły spadek indeksu. W ten sposób bariera w okolicach 2480-2500 pkt została wzniesiona i umocniona (jej znaczenie widać było wczoraj i we wtorek).

Jeśli stanie się inaczej, może to wzbudzić obawy przed pogorszeniem się giełdowej koniunktury. Rekordy na Wall Street poprawiają obraz WIG20, ale nie działają na rynek małych i średnich firm.

Emil Szweda