Wtorkowe zwyżki na głównych europejskich parkietach przybrały we wtorek rozmiar niemal euforyczny. Trudno inaczej określić sięgający 2,4 proc. skok indeksu w Paryżu. Rosnący o 1,6 proc. DAX już tak dużego wrażenia nie robił, ale i do tego trzeba podchodzić z uznaniem. W przypadku obu wskaźników obraz rynku znacznie się poprawił. Oba znalazły się w pobliżu ważnych poziomów, których przekroczenie mogłoby stanowić bodziec do dalszego ruchu w górę i ataku na niedawne szczyty. Nawet ewentualne dzisiejsze ochłodzenie nastrojów nie przeszkodziłoby bykom podjąć takiej próby w najbliższych dniach.

Oczywiście jakiś pozytywny bodziec byłby bardzo pomocny. Wczoraj katalizatorem wzrostu były pogłoski, że Niemcy spojrzeliby przychylnym okiem na prośbę Hiszpanii o pomoc i to w formie linii kredytowej. Może byłoby to jakieś „honorowe” dla Hiszpanii rozwiązanie, ale kłopot w tym, że w takim przypadku Europejski Bank Centralny nadal nie miałby okazji do zadeklarowanego już jakiś czas temu skupu obligacji. Znamienna była reakcja na te pogłoski indeksu w Madrycie, który poszybował w górę o niemal 3,5 proc.

Wskaźniki na Wall Street rosną z mniejszą dynamiką, jednak już wielokrotnie w ostatnim czasie metodą małych kroków szły dalej niż jednorazowymi zrywami. Zresztą wczorajsze wzrosty sięgające 1 proc. można uznać za wariant pośredni między małym krokiem a zrywem. Amerykańscy komentatorzy przekonują, że powodem zwyżki były lepsze niż się spodziewano zyski tamtejszych spółek. Danym makroekonomicznym także nie można nic zarzucić.
Dziś będziemy mogli przekonać się, na ile trwała jest poprawa na amerykańskim rynku nieruchomości. Oczekuje się wzrostu liczby zezwoleń na budowę domów z 801 do 810 tys. oraz zwyżki liczby rozpoczętych budów z 750 do 770 tys. Obie wielkości rosną coraz bardziej dynamicznie już od początku 2011 r., a ostatnio dotarły do poziomów notowanych poprzednio jesienią 2008 r.

Choć dane makroekonomiczne dotyczące naszego podwórka zwykle nie robią na inwestorach wrażenia i nie powodują żadnej reakcji, tym razem może być inaczej. Oczekuje się bowiem spadku produkcji przemysłowej o 3,6 proc. Gdyby okazało się, że spadek jest większy, indeksy mogłyby to odczuć. Z ujemną dynamiką produkcji ostatnio mieliśmy do czynienia jesienią 2009 r.

Trwa dobra passa na giełdach azjatyckich. Na godzinę przed końcem handlu Nikkei zyskiwał 1,2 proc. W ciągu ostatnich trzech dni zwiększył swoją wartość o ponad 3 proc., jednak wciąż bliżej mu do dolnego ograniczenia pasma wahań, w którym znajduje się od czerwca.

Na korektę optymizmu wskazują idące lekko w dół notowania kontraktów terminowych na amerykańskie (spadek o 0,2 proc.) i europejskie indeksy (DAX futures zniżkują o 0,15 proc.).

Roman Przasnyski