Wbrew plotkom, jakie pojawiły się na rynku w piątek, nic nie wskazuje na to, aby hiszpański rząd chciał się spieszyć ze złożeniem oficjalnego wniosku o dodatkową pomoc finansową. Chociaż trudno jest ocenić, co rzeczywiście powie premier Mariano Rajoy w kuluarach zaplanowanego na najbliższy czwartek i piątek kolejnego szczytu Unii Europejskiej. Niezależnie od tego, warto pamiętać o tym, iż formalny wniosek oznacza tylko otwarcie drogi do negocjacji, które mogą potrwać długo, zanim przyniosą efekty. Techniczna gotowość ESM i ECB do działania wiele tutaj nie znaczy. Wszyscy chcą mieć przecież pewność, że wsparcie zostanie udzielone za cenę zobowiązania do podjęcia kluczowych reform, a tych zdaje się Hiszpania wciąż zdaje się unikać.

Wbrew temu, co można by sądzić, wciąż dużym problemem pozostaje Grecja. Wprawdzie negocjacje tamtejszego rządu z ekspertami Troiki w kwestii kolejnego pakietu oszczędnościowego maja szanse zakończyć się kompromisem – pisała o tym w piątek tamtejsza prasa – to jednak nie rozwiązuje to kluczowego problemu, jakim staje się sfinansowanie większych, niż do zakładano wcześniej potrzeb finansowych tego kraju. Głębsza recesja, niższe przychody, a także wydaje się, że już konieczność przedłużenia Grekom „taryfy ulgowej na reformy” o 2 lata, sprawiają, iż kwota, która pojawia się w szacunkach waha się od 13 do 20 mld EUR. Trzeci bailout? To byłoby najprostsze rozwiązanie, ale i zarazem jest ono najtrudniejsze do realizacji ze względu na opór części europejskich polityków – głównie tych z najbogatszych krajów, którzy zaczynają coraz bardziej dostrzegać ryzyko recesji i zarazem spadku politycznego poparcia dla własnych ugrupowań.

Alternatywnym rozwiązaniem, które forsuje Międzynarodowy Fundusz Walutowy, to kolejna restrukturyzacja długu. Tyle, że to co MFW może przyjść łatwo, nie jest już tak proste dla europejskich pożyczkodawców (ECB już odrzucił taką możliwość uznając ja za naruszenie przepisów zabraniających finansowania konkretnych krajów). Ten spór będzie odbywać się w cieniu dyskusji nt. przekazania Grekom kolejnej transzy pomocy finansowej w wysokości 31,5 mld EUR, co najpewniej będzie mieć miejsce dopiero w połowie listopada.

Ostatnie dane z amerykańskiego rynku pracy zaczynają wskazywać na poprawę, mimo, że FED tak naprawdę nie zaczął jeszcze operacji w ramach ogłoszonego we wrześniu programu QE3. To dobra informacja, chociaż jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach – na ile jest to trwała tendencja? I wreszcie, czy ryzyko tzw. klifu fiskalnego nie zniszczy tych pozytywnych dokonań? Czy rynek uwzględnia możliwość mocnego wyhamowania amerykańskiej gospodarki w 2013 r., jeżeli Kongres nie znajdzie porozumienia w kwestii cięć wydatków i polityki podatkowej przed końcem roku? Tymczasem to właśnie tutaj można wskazać największe ryzyko dla rynków w ostatnich tygodniach tego roku i błędem byłoby założenie, iż rynek nie zacznie tego faktu dyskontować wcześniej. Chyba, że optymistycznie założymy, iż po 6 listopada nowym prezydentem USA zostanie Mitt Romney. Ale, czy nie jest to aby zbyt życzeniowe myślenie o rynku?

Marek Rogalski