Ustawa budżetowa to kopalnia wiedzy nie tylko o tym, co rząd szykuje w kwestii podatków, na czym zaoszczędzi, a gdzie pieniędzy popłynie więcej, jak wysoki będzie deficyt oraz co będzie się działo w gospodarce i finansach państwa. Większość z tych kwestii interesuje ekonomistów i garstkę najbardziej zawziętych inwestorów, opierających się na analizie mechanizmów makroekonomicznych. Ale nawet przeciętny ciułacz może wyłuskać z tej lektury sporo cennych i praktycznych informacji.

Lekturę wypada rozpocząć od abstrakcyjnego pojęcia, jakim jest tempo wzrostu gospodarczego, czyli PKB. Rząd zakłada, że w przyszłym roku wyniesie ono 2,2 proc., a więc będzie niższe niż w 2012 roku. Skoro kondycja gospodarki się pogorszy, trudno będzie liczyć na wielkie zyski i hossę na giełdzie. Lepiej skoncentrować się na inwestycjach najbardziej bezpiecznych, pozwalających zachować kapitał na lepsze czasy i uchronić go przynajmniej przed inflacją. Nie należy jednak przy tym być zupełnie nieczułym na inwestycyjne okazje, które mogą się zacząć pojawiać. Spowolnienie gospodarcze nie będzie trwało wiecznie i prawdopodobnie oznaki poprawy będą dostrzegalne już w drugiej połowie 2013 roku. A giełda zwykle z wyprzedzeniem reaguje na takie sygnały. Warto więc nie tylko przyglądać się akcjom czy funduszom inwestycyjnym, ale – w zależności od tolerancji na ryzyko – próbować budować portfel złożony z instrumentów potencjalnie bardziej zyskownych niż lokaty bankowe czy obligacje skarbowe.

Znacznie bardziej praktyczne są kwestie dotyczące inflacji. W budżetowych założeniach przyjmuje się, że średniorocznie wyniesie ona w 2013 roku 2,7 proc. Byłaby to poważna ulga dla wszystkich posiadających jakiekolwiek oszczędności oraz czynnik powodujący, że widoczne już zmniejszenie tempa wzrostu wynagrodzeń nie będzie tak dotkliwe, gdyż ich realna wartość nie będzie wskutek niższej inflacji tak bardzo malała (choć w przypadku różnych grup konsumentów jest to zawsze ocena bardzo subiektywna).

Obniżanie tempa inflacji oraz dynamiki wzrostu gospodarczego będą wpływać na decyzje Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Ich wysokość oraz tendencje w tym zakresie to zaś bardzo istotny czynnik zarówno dla oszczędzających, jak i inwestorów. Pierwszych obniżek stóp procentowych możemy się spodziewać już w tym roku, a kontynuacja rozluźniania polityki pieniężnej może potrwać jeszcze do połowy 2013 roku. W pierwszym okresie spadek inflacji spowoduje względny wzrost atrakcyjności lokat bankowych.

Banki zmian oprocentowania lokat nie dokonują bowiem pod wpływem comiesięcznych danych dotyczących tempa wzrostu cen dóbr i usług konsumpcyjnych. Skłonić jej do takiego posunięcia mogą dopiero decyzje RPP. W czasach, w których sytuacja na rynkach finansowych była bardziej ustabilizowana, każda obniżka oficjalnych stóp procentowych niemal automatycznie, choć z niewielkim opóźnieniem, skutkowała obniżeniem oprocentowania oferowanych przez banki odsetek. W ostatnich latach mechanizm ten nie działa już tak niezawodnie i zmiany bankowej oferty są bardziej zależne od aktualnej sytuacji na rynku pieniężnym. Niemniej, spadek oficjalnych stóp przełoży się na zmniejszenie oprocentowania lokat. Automatyzm w tym zakresie najszybciej i najmocniej odczują inwestujący w obligacje i oszczędzający, wykorzystujący tego typu instrumenty.

Wysokość oprocentowania większości papierów dłużnych, i to zarówno emitowanych przez skarb państwa, samorządy, jak i firmy, jest bowiem bezpośrednio zależna od oficjalnych lub rynkowych stóp procentowych (te ostatnie na zmiany stóp przez RPP reagują zaś bardzo szybko, a czasem nawet z wyprzedzeniem). W najbliższym czasie należy się więc liczyć ze spadkiem nominalnego oprocentowania. Ta tendencja potrwa zapewne jeszcze przez sporą część 2013 roku. Względna atrakcyjność zależeć będzie jednak od stopy inflacji.

Podstawowe pytanie brzmi, czy i jak szybko inflacja znajdzie się w okolicach określonych w projekcie budżetu i jak szybko i w jakiej skali następować będą obniżki stóp. Biorąc pod uwagę fakt, że w ostatnim czasie nasze władze monetarne hołdowały zasadzie trzymającej realne stopy procentowe (po uwzględnieniu inflacji) na poziomie 1 proc., można się spodziewać, że przy spadku inflacji do założonych 2,7 proc., stopa referencyjna w tym cyklu zostanie obniżona łącznie o jeden punkt procentowy. Jeśli tempo wzrostu gospodarczego będzie się utrzymywać przez dłuższy czas na niezadawalającym poziomie, czas trwania i skala redukcji stóp może być nawet nieco większa. Można założyć, że do końca 2012 roku będziemy mieć do czynienia z obniżką stopy referencyjnej po 0,25 p.p. Kolejnych cięć należy się spodziewać w pierwszych miesiącach przyszłego roku (prawdopodobnie w lutym i maju, ale wiele zależeć będzie od bieżących informacji o kondycji i perspektywach gospodarki).

Malejąca atrakcyjność obligacji i sygnalizowane już rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych coraz bardziej skłaniać będzie inwestorów i posiadaczy oszczędności do poszukiwania bardziej atrakcyjnych (i ryzykownych) kierunków lokowania kapitału. Bardzo praktyczne wskazówki dla inwestorów płyną z zapisanych w budżecie planów prywatyzacyjnych oraz założonych przychodów z dywidend. W przypadku prywatyzacji otrzymujemy cenne wskazówki nie tylko w kwestii, co będzie można kupić na rynku pierwotnym lub w jakich branżach możemy mieć do czynienia ze wzmożonym ruchem, wpływającym na notowania spółek, ale także tego, jakich walorów unikać.

Ten ostatni aspekt dotyczy planów sprzedaży posiadanych przez skarb państwa pakietów akcji firm już notowanych na giełdzie. Perspektywa „wiszącej” nad rynkiem podaży walorów, hamuje dynamikę wzrostu kursu. Z takimi warunkami będziemy w przyszłym roku mieć do czynienia w przypadku akcji PZU, PKO i GPW. Nie należy jednak z obawami przesadzać. O redukcji zaangażowania skarbu państwa w akcjonariacie PZU mówi się od dawna, a nie przeszkodziło to akcjom spółki wzrosnąć od początku roku o ponad 25 proc. (choć rzeczywiście pierwsza połowa roku nie była udana). Podobnie było w przypadku akcji PKO, które zwyżkowały o ponad 15 proc. Rekordowo wysokie ceny akcji PZU mogą zresztą skłonić skarb państwa do wystawienia na sprzedaż ich pakietu już w tym roku. Redukcja zaangażowania skarbu planowana jest także w przypadku JSW.

Już od dłuższego czasu resort skarbu przymierza się do prywatyzacji sektora chemicznego. Te starania, połączone z planami konsolidacji wchodzących w jego skład spółek, nabrały bardziej realnych kształtów w tym roku. Nastąpiło połączenie Zakładów Azotowych Puławy i Zakładów Azotowych Tarnów. Przy okazji tej konsolidacji okazało się, że jest spore zainteresowanie inwestorów spółkami z tej branży. Na sprzedaż akcji Puław wezwanie ogłosił Synthos, kontrolowany przez Michała Sołowowa, a na Tarnów chrapkę miał rosyjski Acron. Ta branża będzie z pewnością budzić zainteresowanie w przyszłym roku. Na duży ruch i okazje inwestycyjne będzie można liczyć także w energetyce.

Inwestorzy będą mogli w przyszłym roku liczyć na dywidendowe żniwa w spółkach, w których znaczące udziały ma skarb państwa. Budżetowe plany zakładają pozyskanie z tego tytułu 5 mld zł. Minister Mikołaj Budzanowski zapowiedział już, że będzie optował za przeznaczeniem średnio 63 proc. tegorocznych zysków spółek na dywidendę. Nawet więc jeśli zyski firm będą niższe niż w 2011 roku, kwoty wypłacanych dywidend w największych firmach mogą być podobne. To zwiększa atrakcyjność inwestycyjną takich spółek jak KGHM, PZU, PKO, PGE, JSW. Stopa dywidendy w ich przypadku przewyższała oprocentowanie lokat bankowych.

Roman Przasnyski