W istocie na starcie wartość indeksu największych spółek wyniosła 2360 pkt. i na minuty przed zamknięciem rynek zdołał dodać do indeksu ledwie 1 punkt. Dopiero końcowy fixing przesunął indeks w rejon 2375 pkt. W efekcie na 18 punktów zysku w skali dnia aż 15 przypadło na skokowe podniesienie w najmniej wiarygodnej części sesji. Już tylko z tego powodu warto z dystansem podejść do zwyżki.

Patrząc na zachowanie rynku w szerszej perspektywie dzisiejsza sesja był w dużej mierze prostą konsekwencją nieudanej próby sprowadzenia indeksu WIG20 poniżej 2350 pkt., jaka pojawiła się w dniu wczorajszym. W praktyce gracze mieli powody do zaniechania działań i przez przeszło osiem godzin robili to z żelazną stanowczością, której nie były wstanie przerwać słabe dane makro w USA. W sumie mimo skokowego umocnienia na fixingu sesja wpisała się w szeroką konsolidację i okres w historii rynku, który zdominowała luka z poprzedniego piątku, gdy rynki euforycznie reagowały na decyzje amerykańskiego banku centralnego o wprowadzeniu trzeciego programu luzowania ilościowego.

Stale aktualna konsolidacja wymusza zawieszenie ocen kondycji rynku do czasu, aż pojawi się przesilenie sprowadzające indeks poniżej 2350 pkt. lub wynoszące średnią poza szczyty w trendzie wzrostowym. W takiej perspektywie czwartek był niczym więcej niż kolejnym dniem w ramach trendu bocznego. Stan zawieszenia i równowagi nie pozwala na szerokie stawianie prognoz, ale trudno nie odnotować faktu, iż podaż nie potrafi skorzystać z okazji do zepchnięcia indeksu największych spółek poniżej 2350 pkt. To wskazuje, iż gracze ze spokojem podchodzą do korekcyjnych nastrojów na rynkach otoczenia, które przesączają się na GPW zarówno z giełd akcji, jak i z rynku walutowego. Inaczej rzecz ujmując warszawski rynek pozostaje silny również słabością sprzedających. 

Adam Stańczak