Letnia hossa na większości rynków wraz z osłabieniem dolara i suszami w USA dała wzrostową mieszankę, która nie ominęła rynków towarowych. Dobrze radziły sobie ropa, metale przemysłowe i towary rolne. W gronie słabeuszy była miedź, która zachowywała się, jak klasyczny wskaźnik koniunktury gospodarczej. W istocie miedź, o której na rynkach powiada się, iż posiada doktorat z globalnej gospodarki, w największym stopniu odpowiadała na osłabienie w przemyśle, jakie pojawiło się w Europie a szczególnie w Chinach. 

W sobotę rynek dostał kolejne potwierdzenie słabości chińskiego przemysłu w postaci recesyjnego odczytu indeksu PMI, który spadł do 49,2 pkt., gdy rynek oczekiwał 50 pkt. W efekcie dwa konkurencyjne indeksy PMI dla chińskiego przemysłu – alternatywny odczyt pojawi się w poniedziałek, 3 września – zgodnie pokazują recesję w sektorze i potwierdzają, iż osłabienie globalnej gospodarki przelało się również do Chin. Zaskoczeni nie będą obserwujący chińskie indeksy giełdowe, które szorują na kilkuletnich minimach.

Na rynku panuje już właściwie zgoda, iż Chiny zamiast miękko przejść przez recesję znalazły się na ścieżce, którą poetycko określa się twardym lądowaniem i rośnie oczekiwanie wobec kolejnej interwencji rządu i władz monetarnych w celu spowolnienia recesyjnej zadyszki. Już w weekend pojawiły się spekulacje, iż mimo zbliżającego się przekazania władzy na szczycie, władze nie będą odkładały działań i jeszcze przed opublikowaniem danych w kolejny weekend – inflacje CPI i PPI, sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa – chiński bank centralny zrobi kolejny krok wspierający akcje kredytową.

W praktyce będzie oznaczało to powrót do łagodniejszej polityki i rynki zaczną spekulować o programach pomocowych analogicznych do tych, które wprowadzono w pierwszej fazie kryzysu. W prostym przełożeniu rynki towarowe staną wobec perspektywy znanej z innych regionów świata, gdzie słabe dane wywołują na rynkach reakcje typu „im gorzej, tym lepiej”, gdyż przybliżają interwencje rządu i banku centralnego na polach pobudzających wzrost gospodarczy. W przypadku Chin oznacza to nic mniej niż spekulacje o fali inwestycji rządowych, które pozwolą utrzymać wzrost gospodarczy i kreację nowych miejsc pracy.

Adam Stańczak, Analityk DM BOŚ SA