W związku z tym nastroje były bardzo dobre. W tym tygodniu chcąc nie chcąc inwestorzy będą musieli poświęcić Europie nieco więcej uwagi. Nawet nie ze względu na dane, ale na Grecję, która ponownie pojawi się w centrum zainteresowania.

Tournee premiera Grecji
W minionym tygodniu informowaliśmy o tym, iż grecki rząd ma problemy z uzbieraniem 11,5 mld EUR oszczędności, których wymaga Trojka. Rynek zignorował te sygnały, ale historia będzie miała swój ciąg dalszy. W tym tygodniu premier Grecji spotka się z szefem Eurogrupy (środa) oraz przywódcami Niemiec (piątek) i Francji (sobota). Będzie zabiegał o przyznanie Grecji dodatkowych dwóch lat na realizację reform i oszczędności. Samaras obiera taktykę odwracania kota ogonem. Zamiast pocić się nad kolejnym miliardem oszczędności będzie starał przekonać się swoich kredytodawców, iż mniej (reform) znaczy więcej (oszczędności). Po części taką taktykę wymusza skład jego koalicji (dwie partie lewicowe). 

To jednak bardzo ryzykowna gra. W piątek rynki obiegła sensacyjna wiadomość, iż Angela Merkel może zgodzić się na wydłużenie okresu wprowadzania reform. Problem z tym, iż sama zgoda tu nie wystarczy. Jeśli Grecy mają mniej oszczędzać (co teoretycznie ma pozwolić na szybszy powrót wzrostu gospodarczego), będą potrzebować więcej pieniędzy. A już teraz w Europie są spore wątpliwości, czy jest sens wypłacania Grecji kolejnych transzy pomocy. Dodatkowo MFW może naciskać na kolejną restrukturyzację, która mogłaby objąć dług posiadany przez EBC. To z kolei znacznie utrudniłoby kupowanie hiszpańskich obligacji. Sytuacja jest zatem bardzo złożona, zdecydowanie bardziej niż chciałby to widzieć rynek.

Niejednoznaczny obraz amerykańskiej gospodarki?
W ubiegłym tygodniu poznaliśmy sporo danych z amerykańskiej gospodarki. Dane nie były jednoznacznie dobre, ale też nie były wyraźnie złe dlatego rynek… po prostu je zignorował. Zacznijmy od tych dobrych. Przede wszystkim rynek mieszkaniowy – liczba pozwoleń na budowy domów i 6-miesęczna średnia nowych budów były najwyższe od 2008 roku. Widać tu efekt długiego okresu bardzo luźnej polityki monetarnej. Warto jednak pamiętać, iż mówimy tu jedynie o pewnej normalizacji rynku, który wychodzi z zapaści. Nadal mamy zaledwie 0,6% budowy na gospodarstwo domowe, podczas gdy średnia z lat ’68-’12 to 1,7%. Lepsze były także dane o sprzedaży detalicznej, ale wzrost nastąpił tu po trzech kolejnych miesiącach spadków. Wreszcie indeks uniwersytetu z Michigan pokazał poprawę nastrojów konsumentów. 

Na minus należy zaliczyć wskaźniki aktywności ze wschodniego wybrzeża USA: NY Fed (szczególnie) oraz Philly Fed (lepiej niż w lipcu, ale słabiej od oczekiwań). Liczebnie publikacje te są w mniejszości, ale ich znaczenie jest większe. Po pierwsze, są to dane za sierpień – zatem oddają aktualny stan gospodarki. Po drugie, wskaźniki te wyjątkowo dobrze opisywały koniunkturę gospodarczą w przeszłości. Dlatego ich niskie wartości powinny być ostrzeżeniem przed obserwowaną obecnie na rynkach falą optymizmu.

Indeksy PMI kluczowymi publikacjami
W tym tygodniu kluczowymi danymi są indeksy PMI za sierpień. Ich serię poznamy w czwartek – w nocy opublikowany zostanie indeks dla Chin, rano indeksy dla strefy euro (w tym dla Niemiec i Francji), zaś popołudniem dla USA. Amerykański indeks jako względnie nowy nie przyciąga jeszcze uwagi inwestorów, ale dane z Chin i Europy będą bardzo ważne. Szczególnie interesująco zapowiadają się dane z Francji i Niemiec – w lipcu były one fatalne, jednak po wystąpieniach szefa EBC rynek szybko o tym zapomniał. Jeśli w sierpniu nie będzie poprawy, inwestorzy mogą być zmuszeni aby przypomnieć sobie o kondycji europejskiego przemysłu.
W USA bardziej istotne niż dane mogą być minutes z ostatniego posiedzenia Fed. Szczegółowy opis dyskusji z posiedzenia będzie kolejną dawką informacji na temat szans wprowadzenia QE3. A trzeba pamiętać, iż oczekiwania na taki ruch ze strony Fed rosną.

dr Przemysław Kwiecień