Poranne dane z Chin były kluczowe w kalendarium z tego tygodnia. Słabsza kondycja chińskiego smoka oznaczałaby bowiem możliwość dołączenia tamtejszego banku centralnego do innych tego typu instytucji na świecie dalej łagodzących politykę monetarną. Opublikowane dane rzeczywiście wskazywały na słabszy wzrost przy dynamicznie spadającej inflacji, której odczyt na poziomie zaledwie 1,8% był najniższy od 30 miesięcy. Dynamika produkcji przemysłowej, choć na pierwszy rzut oka wciąż mogła wydawać się imponująca, to lipcowy wzrost o 9,2% r/r był w rzeczywistości najgorszym wynikiem od ponad trzech lat i gorszym od prognoz kształtujących się na poziomie 9,8%. Negatywnie zaskoczyła również sprzedaż detaliczna, której dynamika równa 13,1% również minęła się z oczekiwaniami. 

Gorsze dane zainspirowały inwestorów azjatyckich, którzy w znacznej mierze akcje kupowali w nadziei na dalsze programy stymulujące chińską gospodarkę. Na Starym Kontynencie tego typu zachowania ciężko było dostrzec i lokalni gracze bardziej konserwatywnie podeszli do handlu. W tym spokojnym środowisku była jedna istotnie zielona wyspa - GPW. Krajowy indeks WIG20 od samego początku wyróżniał się siłą, która w pewnym momencie zakrawała na szaleństwo. Mniej więcej w połowie sesji, gdy indeksy europejskie notowały sesyjne minima, a notowania pary EUR/USD będąc drugi dzień pod presją traciły już 0,5%, WIG20 niewzruszony zwyżkując ponad 1% tkwił pod istotnym z technicznego punktu widzenia poziomem 2300 pkt. 

Motorniczym handlu były akcje KGHM, do których dołączyły później inne spółki. Początkowo pozytywnie wyróżniały się w większości przedsiębiorstwa surowcowe, co wiązać można było z nadzieją na luzowanie polityki gospodarczej w Chinach, ale później byki łaskawie spojrzały również na banki. W praktyce nieźle prezentowało się większość walorów za wyjątkiem dzisiaj raportującego wyniki TVN. To jednak nie słabe rezultaty dołowały kurs medialnej spółki, ale ogłoszone przez nią pesymistyczne prognozy dla telewizyjnego rynku reklamy. 

Mimo nie najlepiej prezentującego się otoczenia, z o dziwo spokojnie prezentującymi się, a niekiedy nawet tracącymi notowaniami miedzi, lokalni inwestorzy niemalże na wyścigi kupowali akcje. Stało się to szczególnie widocznie po otwarciu giełdy na Wall Street, kiedy z impetem przebity został poziom 2300 pkt i zwyżka napęczniała już do rozmiarów przekraczających 2%. W tym rajdzie nie miały żadnego znaczenia opublikowane wczesnej dane, ale dla kronikarskiego spokoju warto wspomnieć, że cotygodniowa ilość wniosków o zasiłek dla bezrobotnych okazała się nieco niższa od prognoz i wyniosła 361 tys. 

Ostatecznie krajowy indeks blue chipów zyskał 2,2%, a jego dzisiejszy rajd przesuwa uwagę na niemalże magiczny poziom 2400 pkt, z którym tak łatwo jak dzisiaj z poziomem 2300 pkt z pewnością już nie pójdzie. 

 Łukasz Bugaj