O poranku europejskim prymusem był jednak inny parkiet i nie chodzi tutaj o żaden południowoeuropejski kraj, ale krajową GPW. Już otwarcie przebiegało w nieco lepszej atmosferze niż we Frankfurcie czy Paryżu. WIG20 rozpoczął handel od lekkich plusów i dość szybko przy niemałych obrotach zaczął je powiększać. Aktywność inwestorów po raz kolejny skupiała się na spółkach finansowych, a jednym z impulsów ku temu był kolejny poprawny raport, tym razem opublikowany przez PKO BP. Żadnego większego pozytywnego zaskoczenia co prawda nie było, ale zysk netto zgodny z oczekiwaniami uznano za dobry wynik. 

Dwie pierwsze godziny handlu przebiegały pod znakiem szybkiej katapulty indeksu WIG20 do poziomu 2260 pkt, gdzie rajd uległ zatrzymaniu. Gdy popołudniem nasz lokalny optymizm był coraz bardziej zauważalny również w innych regionach Europy, WIG20 już nie miał sił by początkowe zwyżki powiększać. Notowaniom ciążyły opory techniczne w postaci konsolidacji z przełomu czerwca i początku lipca, a w przypadku kontraktu na indeks WIG20 zwyżkę zatrzymał znaczący opór, który od kwietnia tego roku już dwa razy skutecznie powstrzymywał rajd byków.

Gdy hiszpański indeks - po ponownym uruchomieniu wcześniej przerwanego z powodów technicznych handlu - zyskiwał ponad 4%, nie było już wątpliwości, że argumenty za zwyżkami są wciąż te same i wiążą się z nadzieją na pomoc EBC zadłużonym państwom. Zyskiwały hiszpańskie obligacje i to zarówno te z krótkiego końca krzywej, jak i długiego. Inwestorom jak widać w ogóle nie przeszkadza realna groźna oficjalnego zwrócenia się Madrytu o pomoc do funduszy EFSF/ESM. Krótko później o pomoc mogą zwrócić się Włochy, ale i tutaj na chwilę obecną nie jest to problemem, gdyż indeks giełdy w Rzymie zyskiwał ok. 2%, podobnie zresztą jak i obligacje tego kraju. 

Brak wszelkich informacji był więc dobrą informacją, którą nadal wzmacniał dobry piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy. Co ciekawe nie jest on odczytywany jako hamulcowy dla kolejnej rundy skupu obligacji, ale bardziej jako czynnik sugerujący brak recesji za oceanem. Inwestorzy w swoim hurraoptymizmie zapomnieli, że rynek pracy jest opóźniony względem zmian w gospodarce i historia pokazuje wiele przykładów wzrostu liczby miejsc pracy, gdy dynamika zmian PKB była już niemalże ujemna. Ostatnim pozytywnym czynnikiem były kończące miniony tydzień rewelacje o możliwym zlewarowaniu za pomocą bankowych linii kredytowych funduszu EFSF. Choć cały mechanizm nie jest jasny, to we zwyżkach pomóc musiał. Ostatecznie WIG20 dzień zamknął pokaźnym wzrostem o 1,8%, który w całości wypracowany został w pierwszych dwóch godzinach handlu. Późniejszy brak reakcji na zewnętrzną kontynuację zwyżek źle rokuje na najbliższą przyszłość, ale szans na dalsze wzmocnienie z pewnością nie przekreśla. 

Łukasz Bugaj