Inwestorzy na światowych rynkach akcji nie chcą poddawać się panice, choć sytuacja Hiszpanii i Włoch, a przez to całej strefy euro, właściwie paniczne zachowania mogłaby usprawiedliwiać. Przejawem odwagi był wczorajszy wzrost hiszpańskiego Ibexu, który w końcówce sesji zminimalizował stratę z 5,5 do 1,1 proc. Również pozostałe indeksy europejskie próbowały na koniec dnia ograniczać straty, choć tak dobrych skutków jak w Madrycie nigdzie nie osiągnięto. Kluczowe indeksy - FTSE i DAX - bronią się na pierwszym napotkanym wsparciu, to jest dołku sprzed dwóch tygodni, natomiast CAC jest już poniżej tego poziomu. 

Obrona przed przeceną lepiej wyszła Amerykanom, gdzie S&P stracił 0,9 proc., ale jego spadek był też dwa razy silniejszy w czasie sesji. Amerykanie mają jednak skuteczną broń przeciwko europejskim kłopotom - to wiara w Fed i niesłabnąca chęć konsumentów do wydawania pożyczonych od banków pieniędzy. Niemniej, coraz częściej w komentarzach daje się zauważyć, że wzrost zysków spółek notowanych na Wall Street w II kwartale, tuszuje ich coraz niższe przychody ze sprzedaży.

O ile fala paniki zaczęła się wyczerpywać już wczoraj w Europie, a tylko niewielka jej siła dotknęła giełdy w Amerykach, to na inwestorach w Azji najnowsze kłopoty Hiszpanii i Grecji nie zrobiły większego wrażenia. Indeks giełdy w Szanghaju rósł o 0,8 proc. na godzinę przed końcem notowań, po tym jak wstępny odczyt PMI dla sektora produkcji okazał się najwyższy od lutego i wyniósł 49,5 (a więc nadal wskazuje na recesję sektora) wobec 48,2 w czerwcu. Inwestorzy przyjęli, że dwie ostatnie obniżki stóp w Chinach zaczynają oddziaływać na gospodarkę. O 0,4 proc. rósł także Hang Seng, a na minuty przed końcem sesji, Kospi zyskiwał 0,3 proc. Nikkei natomiast tracił 0,1 proc., mimo wcześniejszych zwyżek, wywołanych wypowiedziami szefów banku centralnego i Ministerstwa Finansów, zdeterminowanych by bronić jena przed dalszym umocnieniem.

Europa szykowała się zapewne do odbicia po wczorajszej wyprzedaży, ale opinia Moody's na temat perspektyw ratingu Niemiec i Holandii te plany może pokrzyżować. Sądzę, że jednak tylko na krótko, ponieważ potencjalny wpływ wyjścia Grecji ze strefy euro czy też dalsze problemy Hiszpanii i Włoch, które wymienia Moody's jako przyczynę swojej decyzji, nie są czynnikami, których rynki nie znałyby wcześniej. A jak wiadomo, to rynki, a nie agencje ratingowe mają rację. Ważniejszym impulsem mogą okazać się wstępne odczyty PMI w Europie, choć trudno liczyć na wybitnie optymistyczne dane. Ale kiedyś spadek tych indeksów musi się przecież skończyć. Być może tyle wystarczy by podnieść na duchu Europejczyków.

Emil Szweda