Z kolei włoski premier Mario Monti miał powiedzieć, iż nie pojedzie do Brukseli w celu „przybijania pieczątek” pod gotowymi dokumentami i jest gotów na przedłużenie szczytu nawet do niedzieli, tak aby na poniedziałek rynki finansowe dostały zapewnienie użycia środków z funduszy ratunkowych na stabilizację europejskiego długu. Dzisiaj rano wtórował mu, chociaż w bardziej dyplomatyczny sposób, premier Hiszpanii, Mariano Rajoy.

Szczyt na którym powinien zapaść wspólny kompromis, co do kierunku w którym będzie podążać strefa euro (unia fiskalna-bankowa-polityczna), może obnażyć słabość i egoizm europejskich polityków. Oczywiście nie można tu krytykować tylko postawy Niemiec, którzy słusznie obawiają się, iż staną się tzw. pożyczkodawcami ostatniej szansy, bo winni są wszyscy, a zwłaszcza hiszpańscy, czy włoscy politycy (chociaż w większym stopniu poprzednicy Mariano Rajoya i Mario Montiego). Problemem jest sama idea euro, której pomysłodawcy naiwnie myśleli, że będzie to aparat przymusu prowadzący do dalszego zjednoczenia Unii Europejskiej.

Tyle, że mimo wielu głosów krytyki i wylewającego się z mediów pesymizmu, a także ponownemu pogorszeniu się sytuacji na hiszpańskim i włoskim rynku długu (rentowności nadal systematycznie pną się w górę – dla papierów 10-letnich osiągnęliśmy dzisiaj rano okolice 6,83 proc. i 6,14 proc.), na rynku walut nie widać nadmiernej nerwowości, a raczej nastrój pewnego wyczekiwania. Można, zadać pytanie na co, ale i też wrócić na chwilę do wczorajszego popołudniowego komentarza – „negatywna retoryka sprawia, że rynek nie wycenia nawet najmniejszego możliwego pozytywu, jaki może się pojawić (w efekcie nawet mało znacząca informacja może doprowadzić do wyraźniejszego korekcyjnego odbicia).

Nie twierdzę, iż tak rzeczywiście się stanie, ale wszyscy pamiętamy plotki o potencjalnej interwencji największych banków centralnych w sytuacji, kiedy greckie wybory wygrałaby SYRIZA. W efekcie przed głosowaniem w niedzielę 17 czerwca, na rynkach wcale nie było aż tak nerwowo. Czy podobne spekulacje pojawią się i teraz? Pamiętajmy, że szczyt kończy się w piątek, czyli przed weekendem, kiedy to można podjąć dodatkowe, nieplanowane wcześniej decyzje…”

Czy tym samym na szczycie zapadnie zgoda na wykorzystanie funduszy EFSF/ESM na interwencyjny skup hiszpańskiego i włoskiego długu, co chcieliby zobaczyć szefowie tamtejszych rządów? Kilka dni temu Angela Merkel nazwała taką możliwość „czysto hipotetyczną”. I chyba taką ona pozostanie. Bo takie działanie oznaczałoby, iż pośrednio to niemiecki podatnik nabywałby hiszpańskie i włoskie papiery.

Na krótką metę najpewniej dałoby to wymierny efekt, ale brak strukturalnych zmian i zdecydowanych działań po stronie Hiszpanów, czy też Włochów, sprawiłby, iż operację tą trzeba by było za chwilę znów powtarzać. To zamknięte koło... Dobrze zdaje sobie sprawę z tego też Europejski Bank Centralny, który kategorycznie sprzeciwia się takim działaniom, chociaż ostatnio niektórzy jego członkowie otwarcie wspierają ideę wykorzystania do tego celu funduszy EFSF/ESM.

Reasumując, inwestorzy rzeczywiście mogą wstrzymywać się z decyzjami do wyników szczytu, które poznamy najpewniej w piątek po południu, ale i też do zakończenia weekendu, w obawie przed potencjalnymi działaniami banków centralnych, chociaż za bardzo nie wiadomo jaki arsenał mógłby tak naprawdę zostać użyty. Od kilku dni na rynku mówi się o tym, iż 5 lipca Europejski Bank Centralny obniży stopy procentowe o 25 p.b. z obecnych 1,0 proc., aby tym samym dać sygnał, iż zamierza wesprzeć słabnącą gospodarkę. Tylko, że każdy zdaje sobie sprawę z tego, iż to niewiele da. Na rynku mówi się też o ścięciu stopy depozytowej do zera, tak aby zniechęcić banki komercyjne do lokowania środków w ECB. Wymierny wynik mogłaby jednak przynieść dopiero „ujemna stopa”, chociaż bank centralny na to się nie zdecyduje w obawie o pogorszenie kondycji finansowej europejskich instytucji. Jak widać tzw. błędnych kół w obecnym kryzysie, jest niestety dość wiele.

EUR/USD – Strefa 1,2440-65 na razie się broni
Minimum na poziomie 1,2441 zostało ustanowione wczoraj wieczorem, chwilę po tym jak agencje zacytowały słynne już słowa niemieckiej kanclerz nt. euroobligacji. Niemniej później wróciliśmy w górę i dzisiaj rano znów oscylujemy wokół okolic 1,25. Dzisiaj w centrum uwagi będzie spotkanie duetu Merkollande (Merkel-Hollande), oraz telekonferencja ministrów finansów państw strefy euro, która rozpocznie się już o godz. 13:00 – oba te wydarzenia mają przygotować grunt pod jutrzejszy szczyt UE, ale tak raczej się nie stanie. Ważne będą też dane z USA z godz. 14:30 – wstępne zamówienia na dobra trwałego użytku za maj.

Oczekiwany jest lepszy odczyt, niż w kwietniu, ale czy tak rzeczywiście będzie? Szacunki to 0,4 proc. m/m i 0,8 proc. m/m bez środków transportu. Słabe dane mogą zepsuć nastroje na giełdach, co w połączeniu z negatywnymi nastrojami przed szczytem UE, może sprowadzić EUR/USD w dół. Ale nie oczekujmy, że dojdzie do złamania strefy wsparcia 1,2440-65. To może mieć miejsce dopiero po szczycie. Mocny opór to strefa 1,2540-1,2560, która być może będzie w najbliższych dniach testowana.

Marek Rogalski