Czy ewentualne przedłużenie Operation Twist o kilka miesięcy na sumę zbliżoną do 200 mld USD zadowoli inwestorów? Tak, jeżeli Ben Bernanke dodatkowo „rozmiękczy” komunikat, sugerując między wierszami, że na jesieni będzie gotów na więcej (czytaj QE3), a na potwierdzenie tej tezy przedstawi nieco gorsze prognozy wzrostu gospodarczego i bezrobocia. Gorzej, jeżeli szef FED tylko enigmatycznie wspomni o tym, iż bank centralny posiada stosowne narzędzia, gdyż inwestorzy w końcu dojdą do wniosku, że banki centralne rzeczywiście będą mogły zrobić niewiele, aby uchronić gospodarkę przed nadciągającą nową falą kryzysu.

Komunikat FED poznamy dzisiaj o godz. 18:30, o godz. 20:00 bank centralny przedstawi najnowsze projekcje makroekonomiczne, a 15 minut później rozpocznie się konferencja prasowa Bena Bernanke. To najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia, którym wszystko, co wydarzy się wcześniej, będzie podporządkowane. Najbardziej preferowany przez rynek scenariusz to wydłużenie kończącej się w czerwcu operacji Twist, czyli zmiany struktury portfela obligacji FED z krótkoterminowych na długoterminowe – kwota, która wchodziłaby w grę to 200 mld USD. Tyle, że dotychczasowy wpływ OT na gospodarkę nie był zbyt duży.

Tym samym samo ogłoszenie OT2 raczej nie stanie się pozytywnym impulsem dla rynków, chociażby dlatego, iż skoro coś jest spodziewane, to z reguły jest w cenach. Niemniej największym rozczarowaniem o godz. 18:30, byłby brak jakiejkolwiek decyzji ze strony FED o dodatkowej stymulacji, przy jednoczesnym utrzymaniu dotychczasowego tonu komunikatu. Wtedy reakcja rynków byłaby dość gwałtowna – wyraźnie zyskałby dolar, a osłabiły się ryzykowne aktywa, w tym złoty.

Kombinacja pośrednia – brak decyzji, lub OP2 w połączeniu z bardziej „gołębim” tonem komunikatu i sugestiami ze strony szefa FED, iż byłby skłonny rozważyć dodatkowe działania na kolejnych posiedzeniach (nawet 31 lipca/1 sierpnia) byłaby w stanie podtrzymać dobre nastroje (Ben Bernanke znów wlałby nadzieje w serca inwestorów), o ile zaplanowane na jutro dane (wstępne odczyty PMI z Chin i Europy, oraz informacje z Hiszpanii – przetarg obligacji i wstępne wyniki audytu banków, oraz temat Grecji – jutro Eurogrupa może rozważać możliwości poluzowania warunków bailoutu, jeżeli jeszcze dzisiaj dojdzie do przedstawienia wstępnego składu nowego rządu) nie zaskoczą negatywnie.

Tyle, że to może być trudne. Wprawdzie rentowności 10-letnich hiszpańskich obligacji dzisiaj rano spadły poniżej 7 proc., a włoskich zeszły jeszcze wczoraj poniżej bariery 6 proc., to w większym stopniu jest to wynik krążących po rynku różnych plotek, ale i też informacji podanej wczoraj przez hiszpański rząd, jakoby ostateczne wyniki audytu hiszpańskich banków miały być opublikowane 31 lipca (wcześniej pojawiały się informacje o przesunięciu tego terminu na wrzesień). Tymczasem wczoraj wieczorem rynek żył dodatkowo spekulacjami, jakoby podczas szczytu G20 miała zapaść decyzja o wykorzystaniu środków z ESM/EFSF i funduszy MFW na interwencyjny skup hiszpańskiego i włoskiego długu – to sprawiło, iż notowania EUR/USD w pewnym momencie ustanowiły szczyt na 1,2729.

Plotka okazała się być wyssana z palca, a komunikat G20 był zbliżony do publikowanego jeszcze w poniedziałek wieczorem wstępnego draftu. Niemniej inwestorzy nadal będą po cichu oczekiwać, iż być może ECB wejdzie do akcji, niezależnie od tego, jak błędne może być to założenie. Nawet, jeżeli przyjęlibyśmy, iż szczyt UE zaplanowany na 28-29 czerwca rzeczywiście w jakiś sposób będzie przełomowy, to ECB nie musi działać od razu. Wczoraj na rynku pojawiła się dość ciekawa teza, jakoby duże fundusze tylko czekały na wejście ECB do gry, aby korzystnie wyjść z hiszpańskiego i włoskiego długu obawiając się za jakiś czas powtórki greckiego precedensu (przymuszenia do redukcji zadłużenia). 

EUR/USD – Czekając na korzystną „górkę”
Rynek zamknął jednak ponownie weekendową lukę (1,2657-94), co de facto zmniejsza już jej znaczenie prognostyczne, chociaż z drugiej strony pokazuje pewną siłę tych, który zaczynają stawiać na euro, a nie dolara. Trudno jednak oceniać na ile sugeruje to możliwość złamania poniedziałkowego szczytu na 1,2747 i ataku na maksima z 21-22 maja (1,2816-1,2823), chociaż nieznacznego, ale krótkotrwałego naruszenia 1,2747, nie można do końca wykluczyć. Jeżeli rynek znajdzie mocny opór wokół wspomnianego poziomu to scenariusz spadku w okolice 1,2440-65 w kolejnych dniach, nadal pozostanie aktualny.

GBP/USD – Chodzi o QE, ale o które?
Ani opublikowana wczoraj inflacja CPI (w maju nieoczekiwanie obniżyła się do 2,8 proc. r/r), ani też opublikowane dzisiaj zapiski z czerwcowego posiedzenia Banku Anglii na którym do zazwyczaj „gołębich” Davida Milesa i Adama Posena dołączyli prezes Mervyn King i Paul Fisher, którzy opowiadali się za zwiększeniem programu skupu aktywów (z obecnych 325 mld GBP o 25-50 mld GBP), czy też zapowiedź i początek wdrażania przez BoE i rząd programu „taniego pieniądza” dla banków, nie są w stanie odwrócić trendu wzrostowego na parze GBP/USD, który rozpoczął się 1 czerwca z poziomu 1,5267.

Obecnie znajdujemy się przy jego maksimach w okolicy 1,5742-1,5755. Nie można wykluczyć, że rynek jeszcze dzisiaj spróbuje przetestować poziom 1,5780, który jest dolnym ograniczeniem widocznej na wykresie szerokiej strefy oporu 1,5780-1,5910. Raczej nie liczmy na to, iż zostanie ona złamana. Spojrzenie na inne pary (nawet EUR/GBP) nie wskazuje na nadmierną siłę funta. Ruch wzrostowy na GBP/USD jest zatem wynikiem oczekiwań związanych z dzisiejszym komunikatem FED, a nie uwarunkowaniami makroekonomicznymi z Wielkiej Brytanii.

Tym samym nie można wykluczyć, iż wspomniane okolice 1,5780 (jeżeli zostaną dzisiaj przetestowane) staną się szczytem na nieco dłużej, a inwestorzy za chwilę uświadomią sobie, iż możliwe zwiększenie programu QE o 50 mld GBP przez Bank Anglii w lipcu, nie musi być pozytywne dla funta…

Marek Rogalski