To oczywiście wynik powrotu obaw o sytuację w strefie euro, które nasiliła wczorajsza decyzja agencji Fitch odnośnie Hiszpanii, a także rozczarowanie słowami Bena Bernanke (gdyby szef FED dał do zrozumienia, iż szanse na QE3 wyraźnie wzrosły, to mógłby przykryć eskalację obaw o strefę euro). Funtowi nie pomogła też wczorajsza decyzja Banku Anglii, chociaż nie zdecydowano się na zwiększenie programu skupu aktywów - QE, mimo, że nieoficjalnie takie plotki krążyły wcześniej po rynku.

Nie oznacza to jednak, iż Bank Anglii nie jest gotów do tego typu działań w przyszłości, co raczej nie będzie wspierać funta. Niemniej rynek będzie się przede wszystkim obawiać, iż zamieszanie w Eurolandzie może zwiększyć ryzyko wystąpienia głębszej recesji w Wielkiej Brytanii, co mogłoby doprowadzić do utraty prestiżowego ratingu AAA. Zresztą kwestia działań agencji ratingowych będzie w najbliższym czasie znów przyciągać uwagę inwestorów, po tym jak w ciągu najbliższych tygodni prestiżowe oceny najpewniej utraci Francja – prezydent Francois Hollande zapowiedział cofnięcie decyzji Nicholasa Sarkozy’ego, który podwyższył wiek emerytalny do 62 lat, a jego partia socjalistyczna ma szanse wygrać najbliższe wybory parlamentarne (10 i 17 czerwca).

Na wykresie tygodniowym GBP/USD widać, iż rośnie prawdopodobieństwo złamania 3-letniej linii trendu wzrostowego, która pokrywa się z ostatnim minimum w okolicach 1,5260. Tak się stanie, jeżeli inwestorzy dojdą do wniosku, iż rynkowe spekulacje, jakoby Hiszpania miała jutro oficjalnie zwrócić się z prośbą o międzynarodowe wsparcie dla sektora bankowego, okażą się niewystarczające do powstrzymania kryzysu.

Marek Rogalski