Tymczasem możemy wskazać kilka pozytywów – to dokapitalizowanie greckich banków kwotą 18 mld EUR ze środków EFSF, a także możliwość podjęcia dyskusji na nieformalnym szczycie UE odnośnie użycia środków z ESM na ratowanie hiszpańskich instytucji.

Mówi się też o przekazaniu większych środków do Europejskiego Banku Inwestycyjnego, a także emisjach tzw. obligacji infrastrukturalnych i wykorzystaniu dodatkowych środków unijnych – w efekcie kłótnia o euroobligacje nie powinna stać się meritum dzisiejszego spotkania. Oczywiście w tle mamy ryzyko związane z jutrzejszymi słabymi danymi ze strefy euro, ale nie można być pewnym, że rzeczywiście będzie mieć ono miejsce.

Wczorajsza wypowiedź Lukasa Papademosa dla agencji Dow Jones Newswires (opublikowana wieczorem) dość szybko stała się głównym zapalnikiem wyraźnego pogorszenia się nastrojów na rynkach. Były szef greckiego rządu, a wcześniej wiceprezes Europejskiego Banku Centralnego miał powiedzieć, iż Grecja nie ma możliwości negocjowania warunków bailoutu i jeżeli nie chce wypełniać uzgodnionych zobowiązań, to powinna zacząć przygotowywać się na wyjście ze strefy euro.

Teoretycznie nic nowego – no może poza tym, iż wpływowa osoba mówi o tym, że możliwości negocjacji nie ma – w tym samym momencie lider skrajnie lewicowej SYRIZY, która może wygrać czerwcowe wybory w Grecji mówił dokładnie co innego w Berlinie. Dodatkowo nie ma pewności, czy nawet, kiedy wygra Nowa Demokracja i stworzy rząd z PASOK, to nie będzie chciała nieznacznie złagodzić drogi reform – szef PASOKU na spotkaniu z francuskim prezydentem Francois Hollande’m miał powiedzieć, iż nie zgodzi się na dalsze cięcia pensji i emerytur.

Miał też zabiegać o wydłużenie procesu dostosowawczego o 3 lata. W pełni poparł też francuski program wspierania wzrostu gospodarczego. Można jednak zrozumieć, iż w sytuacji, kiedy trzeba zrobić wszystko, aby odebrać wygraną SYRYZIE, szefowie ND i PASOK będą chcieli za wszelką cenę unikać trudnych deklaracji. Wróćmy jednak do słów Papademosa – zwłaszcza, że jakiś czas później (około północy) udzielił on wywiadu dla telewizji CNBC, w której przyznał, iż Grecy nie mają planów opuszczenia Eurolandu, chociaż jak dodał nie można wykluczyć, iż inne kraje będą chciały się przygotować na taką ewentualność. Papademos dodał też, iż spada też presja na wycofywanie depozytów z greckich banków.

Warto się pochylić nad tym ostatnim zdaniem, zwłaszcza, że wczoraj pojawiła się informacja, iż tamtejsze instytucje (chodzi o 4 duże banki z którymi ECB zaprzestał w zeszłym tygodniu transakcji refinansujących) zostaną dokapitalizowane kwotą 18 mld EUR z Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej. Czy to pretekst, czy też nowa reguła, że środki z EFSF zaczynają być wykorzystywane na tego typu cele?

Jednak przełomowym rozwiązaniem byłaby dopiero decyzja zezwalająca na użycie środków z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (ESM) na wsparcie hiszpańskich banków. Ten temat może znaleźć się na agendzie dzisiejszego nieformalnego szczytu UE – nie oczekujmy decyzji od razu, ale sam fakt, iż sprawy idą w dobrym kierunku, mógłby wyraźnie poprawić nastroje na rynkach.

Nieoficjalnie mówi się, iż temu pomysłowi sprzeciwiają się Niemcy, które chciałyby wypracowania pan-europejskiego programu wsparcia sektora bankowego. Tylko czy na to jest czas w podzielonej Europie? Widać wyraźnie, że tego co chce Francja wspierana przez kraje peryferyjne, nie chcą Niemcy mające za sobą bogate państwa, i odwrotnie… 

Jeszcze wczoraj po południu pisałem, że temat euroobligacji najprawdopodobniej trafi do zamrażarki – Niemcy na to się nigdy nie zgodzą – według wyliczeń firmy Jefferies zwiększyłoby to koszty obsługi ich długu o 50 mld EUR rocznie, dodatkowo Niemcy wzięłyby na siebie ogromne ryzyko w postaci konieczności gwarantowania tych papierów w przyszłości w sytuacji, kiedy kryzys nadal rozlewałby się po Europie – a to jest możliwe, jeżeli odejdzie się od polityki oszczędności.

Przełomowym rozwiązaniem, na które mogą zgodzić się wszystkie strony będzie dokapitalizowanie Europejskiego Banku Inwestycyjnego, kwotą 20 mld EUR (wczoraj padała suma 10 mld EUR, ale teraz mówi się o wyższej sumie), w grę wchodzi też emisja tzw. obligacji infrastrukturalnych (na to wczoraj zgodził się Parlament Europejski), które miałyby być gwarantowane z budżetu UE (na razie mowa jest o pilotażowym programie na 230 mln EUR).

To mogą być tzw. kamienie milowe, które staną się jednym z fundamentów polityki wspierania wzrostu gospodarczego. Zwłaszcza, że symulacje pokazują, iż mowa tutaj o niemałych kwotach idących w dziesiątki miliardów euro. Wprawdzie na szczegóły najpewniej zaczekamy do oficjalnego szczytu zaplanowanego na 28-29 czerwca, ale jest to ciekawy wątek o którym nie należy zapominać w zalewie pesymizmu informacji nt. Grecji, czy Hiszpanii.

Wczoraj po południu agencja Fitch przyznała, iż rośnie prawdopodobieństwo uruchomienia programu LTRO-3 przez Europejski Bank Centralny, choć jak zaznaczono trudno prognozować jego czas – zdaniem Fitch taka decyzja może zostać poprzedzona kolejnym szokiem na rynkach finansowych. Niemniej to znaczący głos w dyskusji, która najpewniej będzie się nasilać przed zaplanowanym na 6 czerwca posiedzeniem ECB. Mimo, że LTRO jest znaczącym zwiększeniem obiegu pieniądza na rynku, to akurat może mieć pozytywny wpływ na notowania wspólnej waluty – inwestorzy będą oczekiwać, iż środki te pozwolą na uspokojenie peryferyjnych rynków długu. Sama dyskusja o LTRO może też sprawić, iż inwestorzy nie będą reagować tak nerwowo na kolejne niepokojące informacje ze strefy euro.

Dzisiaj w kalendarzu poza rozpoczynającym się o godz. 18:15 nieformalnym szczytem UE nie mamy wiele informacji (o godz. 16:00 poznamy dane amerykańskiego rynku nieruchomości). Za to za nami już informacje z Wielkiej Brytanii. Zapiski z majowego posiedzenia Banku Anglii nie zaskoczyły – za zwiększeniem programu QE o 25 mld GBP opowiadał się tylko David Miles – ale znacznie słabsza była sprzedaż detaliczna w kwietniu. Spadek o 2,3 proc. m/m i 1,1 proc. r/r sprawia, iż dyskusja nt. QE nadal będzie się utrzymywać…

EUR/USD – Nowe minimum z szansą na większe odbicie?
Dynamika ruchu w ostatnich kilkunastu godzinach jest ogromna. Przełamanie okolic 1,2720-25, co miało miejsce wczoraj wieczorem było sygnałem, iż scenariusz zwyżki przestaje być aktualny i idziemy na test ostatniego minimum na 1,2640. Te zostało sforsowane dzisiaj rano – złamaliśmy też ekstremum z początku stycznia (1,2623) i ustanowiliśmy nowe minimum na 1,2614. Zmienność była duża, co może świadczyć, iż tzw. większy dołek jest już za nami. Kluczem będzie reakcja rynków w najbliższych godzinach, a także po wieczornych konferencjach kończących nieformalny szczyt UE.

Dość istotne będą jutrzejsze dane ze strefy euro (indeksy PMI i niemieckie IFO), chociaż może się okazać, że nawet nieco gorsze odczyty będą już w cenach. Oczywiście lepsze dane przyniosą dynamiczne odreagowanie.

Na obecną chwilę – o godz. 11:06 EUR/USD kwotowany jest w okolicach 1,2640. Tym samym widać pewne zalążki formacji odwrotu (2B), która w dużym skrócie polega na tym, iż rynek ustanawia nowy dołek (górkę), po czym gwałtownie zawraca. Jeżeli szybko nie nastąpi powrót i próba utworzenia nowego dołka (górki) – w naszym przypadku chodzi o powrót poniżej 1,2623-40, to zaczyna się coś co nazywamy gwałtownym pokrywaniem pozycji. W efekcie dynamika odbicia nabiera tempa. Czy coś takiego możemy zobaczyć na EUR/USD? Niewykluczone – w takiej sytuacji notowania wróciłyby się jutro w okolice 1,28.

Marek Rogalski