W kasie państwa po sierpniu jest nadwyżka i wszystko wskazuje na to, że cały rok zamknie się istotnie niższym deficytem niż zapisano w ustawie. Do tego dopisuje koniunktura gospodarcza, inflacja jest niska, a Rada Polityki Pieniężnej wysyła sygnały, że jeszcze długo koszt pieniądza pozostanie bez zmian. Fundamentalnie więc sytuacja sprzyja polskim obligacjom skarbowym. Jednak inwestorzy zagraniczni od naszego długu stronią. W sierpniu portfel długu rządowego w złotym będący w ich posiadaniu skurczył się o 2,8 mld zł.

– Był to już trzeci miesiąc z rzędu redukcji zaangażowania. Od początku bieżącego roku nierezydenci sprzedali polskie obligacje już za prawie 15 mld zł – zwracają uwagę ekonomiści Santander Bank Polska.

Ministerstwo Finansów twierdzi, że w zeszłym miesiącu sytuacja się zmieniła i nastąpił wzrost zaangażowania w obligacje złotowe.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Po sierpniu nominalna wartość naszych papierów w rękach zagranicy spadła jednak do ok. 188 mld zł. Ostatni raz niższa była w lutym 2016 r., czyli miesiąc po tym, jak agencja ratingowa S&P obniżyła ocenę naszej wiarygodności kredytowej i wskazała, że jej perspektywa jest negatywna. Wówczas w dwa miesiące udział zagranicy w polskim długu spadł o ok. 20 mld zł. Skąd więc teraz odpływ kapitału? Jednym z najważniejszych elementów jest zapewne obrany przez bank centralny USA kurs na zaostrzanie polityki pieniężnej. To powoduje, że rentowność długu emitowanego przez USA rośnie, więc inwestorzy amerykańscy wracają zarabiać do siebie. Widać to m.in. po tym, że Stany Zjednoczone obsunęły się na trzecią pozycję wśród krajów kupujących nasze obligacje i dały się wyprzedzić Japonii oraz Luksemburgowi.

– We wrześniu Fed znów zdecydował o podwyżce stóp. Z kolei w strefie euro EBC zakończy zwiększanie bilansu i będzie tylko refinansował zapadające instrumenty. Te działania mogą zachęcić inwestorów do lokowania środków na bezpiecznych rynkach, które będą oferować coraz bardziej atrakcyjne stopy zwrotu. Może to powodować odpływy z rynków wschodzących, w tym Polski – uważa Andrzej Czarnecki, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI.

Nasza gospodarka jest wciąż postrzegana jako rozwijająca się. Ostatnio warszawska giełda awansowała wprawdzie w indeksie FTSE Russell do krajów rozwiniętych, ale dotyczy to tylko rynku akcji. Stąd przy każdym zamieszaniu, jak to wokół Turcji, Argentyny czy obecnie polityki budżetowej Włoch, kapitał migruje do tzw. bezpiecznych przystani.

Resort finansów uważa, że negatywny wpływ na inwestorów z zagranicy ma również protekcjonistyczna polityka handlowa USA, która powoduje, że kapitał przesuwa się do rynków rozwiniętych.

Nawet jeśli zagranica nie kwapi się do powrotu na nasz rynek, to resort i tak jest w komfortowej sytuacji. Dzięki dobrej kondycji publicznej kasy będzie musiał pożyczyć przynajmniej o kilkanaście miliardów złotych mniej niż planował.

Rentowność długu USA rośnie, więc inwestorzy wracają zarabiać do siebie.