statystyki

Woś: Euro. Być albo nie być

autor: Rafał Woś12.05.2017, 06:54; Aktualizacja: 12.05.2017, 09:24
Z ekonomicznego punktu widzenia projekt od początku był skazany na poważne kłopoty. Wszystko dlatego, że w jednym obszarze gospodarczym (wolny przepływ kapitału i towarów) zamknięto kraje o bardzo różnym potencjale gospodarczym

Z ekonomicznego punktu widzenia projekt od początku był skazany na poważne kłopoty. Wszystko dlatego, że w jednym obszarze gospodarczym (wolny przepływ kapitału i towarów) zamknięto kraje o bardzo różnym potencjale gospodarczymźródło: ShutterStock

 W Polsce panuje przekonanie, że stoimy przed wyborem, który głosi „więcej czy mniej Europy”. I że PO oraz PiS diametralnie się między sobą w polityce europejskiej różniły. Tymczasem ich spór był i jest anachroniczny. A nowe czasy wymagają nowego podejścia.

Reklama


Zacznijmy od tego, że w latach 2010–2015 w Europie wydarzyło się coś bardzo, bardzo złego. Upadła wiara w hasło europejskiej solidarności. Stało się to z powodu kryzysu w strefie euro. Kiedy przed laty europejskie elity z Helmutem Kohlem i François Mitterandem na czele konstruowały pomysł wspólnego unijnego pieniądza, nikt nie mógł mieć najmniejszych wątpliwości, że ich projekt był ściśle polityczny. Chodziło – jak pamiętamy – o jeszcze mocniejsze związanie jednoczących się Niemiec z Europą. Żeby – nawet jeśli po raz kolejny okażą się zbyt potężni na bycie „zaledwie” zwykłym europejskim krajem – nie miały możliwości podjęcia gry o faktyczną hegemonię. Powstała z tego strefa euro. Projekt polityczny, który miał wymuszać faktyczne jednoczenie się Unii. W myśl zasady znanej ze szlagieru „Hotel California”: możesz w każdej chwili się u nas (w strefie euro) zameldować. Ale nigdy nie możesz wyjść.

Z ekonomicznego punktu widzenia projekt od początku był skazany na poważne kłopoty. Wszystko dlatego, że w jednym obszarze gospodarczym (wolny przepływ kapitału i towarów) zamknięto kraje o bardzo różnym potencjale gospodarczym. Na dodatek wszystkim tym krajom odebrano prawo do suwerennej emisji swojej własnej waluty. Nie udało się też stworzyć skutecznego mechanizmu koordynacji polityki ekonomicznej i socjalnej na poziomie całej Wspólnoty. Krytycy od początku porównywali tak skonstruowaną unię walutową do samochodu, z którego wymontowano amortyzatory, a potem wjechano nim prosto w największą dziurę. Albo jakby wypuścić statek przygotowany do żeglowania po spokojnych wodach rzecznych na wzburzony przestwór oceanu.

Na takie argumenty politycy (najpierw Kohl i Mitterand, a potem Schröder i Chirac) odpowiadali niezmiennie: nic się nie martwcie. Projekt euro poradzi sobie właśnie dlatego, że jest polityczny. To znaczy: stoi za nim duch traktatów europejskich głoszący, że Unia to wspólnota działająca na zasadzie jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Dlatego nie należy przejmować się faktem, że z roku na rok wewnątrz strefy euro narastały niepokojące nierównowagi handlowe. Przejawiające się tym, że kraje najbardziej konkurencyjne (Niemcy, Austria czy Holandia) notorycznie sprzedają Włochom, Grekom czy Francuzom więcej, niż od nich kupują. Mało tego. Pieniądze, które trafiają na konta koncernów w Berlinie, Frankfurcie czy Amsterdamie, są zaraz reeksportowane do Aten, Rzymu czy Madrytu w formie pożyczek finansowych, wskutek czego zadłużenie południa (tak publiczne, jak i prywatne) rosło. Wszystko to jednak zdaniem polityków nie było problemem. Kapitał powinien więc sobie swobodnie hulać po kontynencie. Bo przecież kiedy pojawią się czarne chmury, to jakoś sobie poradzimy. W końcu jesteśmy jedną wielką europejską rodziną, prawda?


Pozostało jeszcze 67% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • onepropos(2017-05-12 13:47) Zgłoś naruszenie 70

    Pomysl udzialu w debacie jest dobry. Nasi politycy to ekonomiczni analfabeci a do udzialu w debacie beda musieli sie przygotowac wiec sie czegos naucza. Nie zapominajmy ze najwaznieszy w projekcie euro zony jest koszt wyjscia z niej. Wielkiej Brytani platnikowi netto w EU wystawiono za wyjscie rachunek na 100 mld euro. To powinna byc lekcja dla negocjatorow z Polski.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • As(2017-05-18 13:52) Zgłoś naruszenie 11

    Przywrócić stare waluty i wiele problemów zniknie.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama