Kilka dni temu "Puls Biznesu" napisał, powołując się na źródło w Ministerstwie Finansów, że resort szacuje, iż deficyt budżetu państwa na koniec roku wyniesie ok. 41,5 mld zł wobec zapisanego w ustawie budżetowej limitu 54,7 mld zł. Według finalnych danych Ministerstwa Finansów, w budżecie państwa na koniec października br. odnotowano 24,64 mld zł deficytu, czyli 45% planu przewidzianego w ustawie budżetowej na cały rok.

Wicepremier powtórzył też w rozmowie z dziennikarzami w Karpaczu, że Ministerstwo Finansów jedynie obserwuje sytuację na rynku walutowym i uważa obecny kurs za korzystny dla gospodarki.  "Mamy ogromną pokorę wobec rynku i nie naprężamy muskułów wobec rynku. Przypomnę też, że złotówka kosztowała już 4,80, 4,90, a nawet prawie 5 zł przez jakiś czas i było to w momencie, kiedy polskie PKB było niższe, kiedy wzrost gospodarczy był dużo niższy i nie tylko nic złego się nie stało, ale ten bufor, jakim jest płynny kurs walutowy dopomógł nam wtedy bardzo intensywnie, jeśli chodzi o gospodarkę. Krótkookresowo to nie przeszkadza gospodarce, a nawet przeciwnie - krótkookresowo to pomaga gospodarce, taka jest logika płynnego kursu walutowego, że w sytuacji, kiedy kapitał odpływa, tak jak teraz, do USA, ze wszystkich rynków wschodzących, to my również na tym cierpimy, podobnie jak Węgrzy, jak Czesi, jak Rumunia, Bułgaria i inne kraje Europy Środkowej. Niemniej jednak w ciągu najbliższych kilku miesięcy nie należy się obawiać negatywnego wpływu osłabionego złotego. Zresztą, ten kurs, który jest dzisiaj, jest w sumie korzystny dla gospodarki" - tłumaczył Morawiecki.

Na początku tygodnia wicepremier mówił, że obecne osłabienie złotego jest zjawiskiem czasowym, a rząd nie planuje żadnych interwencji w tym zakresie.
Wyniki niedzielnego referendum we Włoszech - w którym odrzucono plany reformy Senatu, co pociągnie za sobą dymisję premiera Matteo Renziego - stały się impulsem do dalszej wyprzedaży złotego.